Witam:)
Życia nie idzie wycenić w sensie nominalnym i nikt tego nie potrafi zrobić. Pytanie Pana zaś zapewne jest wynikiem niezgrabności pojęcia "ubezpieczenia na życie", które de facto nie odpowiada prawdziwej funkcji ubezpieczenia tego rodzaju. W zasadzie powinno się nazywać ubezpieczeniem naszych zobowiązań na wypadek naszej śmierci.
Tak więc, suma ubezpieczenia, o którą Pan zapytuje powinna być przynajmniej równą sumie Pana zobowiązań, albo marzeń które chcielibyśmy aby i po naszej śmierci się zrealizowały ( Pan A.Nobel i jego fundacja jest najlepszym przykładem, choć nie musimy aż tak ambitnie marzyć, może stypendium na studia naszej wnuczki wystarczy ?).
O jakie zobowiazania może chodzić? Niestety miewamy ich mnóstwo, począwszy od zobowiązań kredytowych (hipoteczne, debet w rachunku, karty kredytowe, spłata rat za samochód, AGD itp), opłat stałych ( czynsz, telefony, prad, gaz itd.- przecież jak nas zabraknie, nikt tych opłat naszym najbliższym nie anuluje a umowy np: z operatorami telefonicznymi zawierana jest na jakiś czas i zobowiązanie przez ten czas należy uregulować, lub zerwać umowę co też jest kosztowne), podatkowych (podatek dochodowy na zakończenie roku w którym nas zabraknie, też ktoś będzie musiał uregulować, ewentualny podatek spadkowy...), no i chyba najważniejsze zobowiązania, to zobowiązania wobec naszej rodziny.
Pierwsze zobowiązanie to koszty przeprowadzenia ewentualnego postępowania spadkowego, możliwej spłaty zachowku, koszty podziału majątku (nie zawsze to jest takie proste jak nam się wydaje, o pomoc potrzeba będzie poprosić prawnika, biegłego rzeczoznawcę, ewentualnie dojdą koszty sądowe), koszty pochówku... Inne koszty wobec naszych najblizszych to te, które pozwolą zrealizować cele jakie stawialiśmy sobie i naszej rodzinie w sytuacji tak jakbyśmy żyli nadal, w tym bodaj najważniejsze; edukacja i wychowanie dzieci (przecież kosztuje, jeżeli nawet jest "za darmo") a do samodzielności latorośli przecież może być daleko...Reasumując, jak nas zabraknie, zabraknie naszego dochodu, wydatków nigdy. Suma ubezpieczenia ma zapewnić najbliższym właśnie ten brakujący dochód.
Powyżej wymienione czynniki dotyczą w zasadzie każdego "Kowalskiego", natomiast może wystąpić ich o wiele więcej w przypadku prowadzenia działalnosci gospodarczej; rozliczenie pozostalych podatków (np VAT), należności wobec ZUS za siebie, za pracowników, wynagrodzenia pracowników, wywiązanie się z zobowiązań wobec kontrahentów ( w tym kary umowne za niewywiązanie się ze zobowiazań), ewentualne koszty rozwiązania firmy (niestety nader częsta przypadłość wobec nagminnego braku testamenu). W przypadku spółek może być konieczne spłacenie spadkobiercom udziałów wspólnika...etc.
Ważne, aby przy wyborze ubezpieczenia kierować się tym, czy suma którą wyliczymy w każdym czasie zapewni nam ochronę. Czy można ja zmieniać w trakcie trwania polisy, (spłacamy kredyt, więc zobowiązania maleją, urodzi się dziecko...hm znów trzeba przeliczyć sumę ubezpieczenia ). Jak widać bardzo istotnym oprócz sumy ubezpieczenia, jest elastyczność polisy którą kupujemy i czy agent, z którym współpracujemy, będzie potrafił nam pomóc. Częstokroć polisa jest tylko kawałkiem papierka, za który płacimy i denerwuje nas, że tak naprawdę nie wiemy za co. Ubezpieczenie ma tylko wtedy sens jeżeli jest, a najlepiej, że jeżeli jest to, jest najlepsze dla nas ( nie ma jakichś obiektywnie najlepszych polis, są lepsze i gorsze, te które pomogą naszej rodzinie, albo te, które są naszym utrapieniem ).
Myślę, że przybliżyłem powyższym wywodem do rozwiazania Pana ( i pewnie nie tylko Pana ) problemu: "co z tym ubezpieczeniem zrobić". Jednak tak, czy inaczej polecam osobisty kontakt ze specjalitą.
Pozdrawiam serdecznie










