Portret

Elżbieta Polak, Wicemarszałek Województwa Lubuskiego
Nie jestem feministką. Z racji zajmowanego stanowiska solidaryzuje się z paniami, które chcą być aktywne, i szukają swojej roli w życiu publicznym i społecznym. Kobiety, które osiągnęły sukcesy zawodowe powinny pomagać innym i nie skupiać się tylko na sobie.
 
Z Elżbieta Polak, wicemarszałek woj. lubuskiego rozmawia Rafał Krzymiński.
 
 
W 2008 roku województwo lubuskie było na ostatniej pozycji w kraju pod względem wykorzystania unijnych pieniędzy. Rok później awansowaliśmy na pierwsze. Jak Pani tego dokonała?
Po pierwsze odrobiliśmy wszystkie zaległości. Przede wszystkim dzięki uproszczeniu procedur. Zmieniliśmy, zbyt rozłożony w czasie harmonogram
Elżbieta Polak, Wicemarszałek Województwa Lubuskiego
konkursów i zaczęliśmy szybciej wydawać pieniądze, które były potrzebne lubuskim firmom i samorządom zwłaszcza w sytuacji kryzysu finansowego, który osiągał szczyty.
Wprowadziliśmy zaliczki dla firm, które nie miały możliwości zaciągania kredytów. Zmniejszyliśmy liczbę zabezpieczeń do jednego. Nastawiliśmy się na elastyczne zarządzanie, żeby pokazać beneficjentom, że proste błędy typu brak parafki czy pieczątki na stronie nie dyskwalifikują wniosku. Kompleksowy program przyspieszenia wdrażania funduszy trwał od sierpnia 2008 r do końca grudnia.
Rok 2009 był przełomowym. Uprościliśmy wnioski o płatność i wnioski aplikacyjne. W styczniu ubiegłego roku startowaliśmy od zera a pod koniec roku na rynku lubuskim już było 380 mln zł, a w umowach mieliśmy zakontraktowany 1 mld zł.
Na koniec 2009 roku podpisaliśmy 425 umów we wszystkich obszarach wsparcia, czyli na poprawę infrastruktury transportowej, wspieranie przedsiębiorczości, rewitalizację, poprawę infrastruktury edukacyjnej, w kulturze i sporcie. Ogółem w 2009 roku przekroczyliśmy alokację 21% co dało nam pierwsze miejsce w rankingu województw w Polsce.
 
Z których zadań, które udało się wpisać na listę indykatywną jest Pani szczególnie zadowolona?
Z zadań na poprawę infrastruktury edukacyjnej. Okazało się, że beneficjenci są doskonale przygotowani, wręcz zaawansowani w realizacji tych zadań i wiele z nich jest rozliczana w pierwszej kolejności. Oddajemy do użytku nowe przedszkola, hale widowiskowo-sportowe. Remontowane są szkoły. Te obiekty służą dzieciom, młodzieży, a wychowanie najmłodszego pokolenia jest najważniejsze dla przyszłości woj. lubuskiego. Ważne są też zadania, które były realizowane na poprawę infrastruktury transportowej. Warto wymienić wiele kilometrów nowych dróg. Na kilka z tych zadań mamy podpisane pre-umowy, np. inwestycje na poprawę infrastruktury kolejowej będą realizowane w systemie: zaprojektuj- wybuduj .
 
A były jakieś porażki w tym zakresie?
Woj. lubuskie ma do dyspozycji 440 mln Euro. Wpłynęło 1500 wniosków, co trzeci dostał dofinansowanie. Jest spora grupa niezadowolonych, których projekty były znakomite, ale nie otrzymały wsparcia z uwagi na ograniczoną alokację.
 
Słowem strumień unijnych pieniędzy wysycha.
W tej chwili nie ma już dostępnej alokacji w wielu działaniach. Dostępne środki, które są niezakontraktowane to dzisiaj ok. 50 mln.zł. Przypomnę, że cały program to jest ponad 1.7 mld.zł. Dobrze, że tak dynamicznie zarządzaliśmy tymi funduszami w ubiegłym roku ponieważ euro spada i tych pieniędzy jest coraz mniej.
W 2010 r. harmonogram konkursów jest ograniczony z uwagi na alokacje. Są tylko trzy konkursy: na termomodernizację czyli poprawę infrastruktury w ochronie środowiska. wspieranie przedsiębiorczości, głównie na promocję małych, średnich przedsiębiorstw. Na trzeci otwarty konkurs na transport miejski, wpłynęły trzy wnioski. W tym roku skupimy się na rozliczaniu projektów i monitorowaniu wskaźników. Plan finansowy wynosi na ten rok 670 mln.zł.
 
Ma pani duże doświadczenie samorządowe i nie małe osiągnięcia na tym polu? Jaki jest nomen omen przepis na profesjonalnego urzędnika?
Mam ponad 20-letnie doświadczenie samorządowe i dostrzegam, że świat się zmienia. Urzędnik musi dostosowywać swoją wiedzę do wymogów współczesnych. Kiedyś, gdy pracowałam w administracji terenowej ustawy, były pożółkłe, niezmieniane przez wiele lat. Dzisiaj wyznacznikiem rozwoju jest zdolność do zmian, także w mentalności. Odchodzimy od stereotypów. Urzędnik ma być kreatywny i rozwijać swoją wyobraźnię, z nastawieniem na rozwiązywanie problemów. Profesjonalizm urzędnika to otwartość, zdolność do negocjacji, kompromisu, słuchania. Profesjonalny urzędnik służy społeczeństwu.
 
A skąd się bierze stereotyp, że urzędnik na pierwszym miejscu widzi przepis a na drugim człowieka?
To jest maniera wynikająca ze stereotypów, złych metod nauczania. Urzędnicy są wykształceni, mają wiedzę z zakresu administracji czy prawa. Prawo należy tak stosować, żeby rozwiązywać problemy ludzkie. Trzeba umieć interpretować to prawo. To nie jest tak, że prawo ogranicza działalność urzędnika, który często bezradnie rozkłada ręce i mówi, że niestety, ale ja nic nie mogę.
 
A często, czuję się pani bezradna, czy radzi sobie pani w tej materii?
Jeśli prawo jest złe i głupie to należy je zmienić. Mam na to wiele przykładów np. ustawa o zakładach opieki zdrowotnej. Art. 59 „a” tej ustawy, nakazuje dyrektorom szpitali wypłacać minimum czterdzieści procent na wynagrodzenia z każdego nadwykonania, z każdego dodatkowego kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia. I to powoduje duże kominy płacowe. Rekordziści zarabiają po 50-60 tys. miesięcznie. Wystąpiłam o zmianę tego przepisu. Mieliśmy też zły algorytm na podstawie, którego małe województwa, w tym lubuskie traciły w stosunku do bogatych województw 100 mln. Wpłynęliśmy na zmianę tego mechanizmu. Nawet w samym systemie leczenia programy lekowe są wprowadzane z wielkim oporem z uwagi na lobbing firm farmaceutycznych. Powinniśmy przyjmować nowe standardy leczenia z państw europejskich, które są na wyższym poziomie. Likwidacja absurdów możliwa jest oddolnie. Na poziomie lokalnym testujemy rozwiązania prawne i naszym obowiązkiem jest inicjowanie zmian.
 
Pani sukcesy świadczą o tym, że kobiety nie potrzebują instytucji parytetu, aby dochodzić do wysokich funkcji politycznych i administracyjnych.
Parytety nie są dla kobiet, które sobie poradziły, a dla pań, które chcą działać w polityce ale napotykają na liczne bariery związane chociażby z tym, że mężczyźni utrudniają im drogę do kariery. Parytet nie jest dla posłanek, a dla kobiet, które stawiają pierwsze kroki w życiu społecznym i politycznym.
 
Stąd pomysł powołania rzecznika ds. kobiet i równości?
To jest pomysł kobiet, które są aktywne i które uczestniczyły w Lubuskim Kongresie Kobiet. Panie zdecydowały się na powołanie pełnomocnika ds. równego traktowania przy marszałku. Marszałek poparł te starania.
 
Jest Pani feministką?
Nie jestem feministką. Z racji zajmowanego stanowiska solidaryzuje się z paniami, które chcą być aktywne, i szukają swojej roli w życiu publicznym i społecznym. Kobiety, które
osiągnęły sukcesy zawodowe powinny pomagać innym i nie skupiać się tylko na sobie.
 
Skoro jesteśmy przy polityce. Jak przygotowania do „bratobójczej” walki z Robertem Dowhanem?
Rozczaruję pana, nie będzie żadnej walki, ponieważ jesteśmy kolegami z tej samej partii. Reprezentujemy różne obszary działania. Ja jestem urzędnikiem zawodowym, działam w samorządzie. Robert jest przedsiębiorcą, działaczem sportowym z sukcesami. Powinniśmy się uzupełniać i wspierać po to, żeby Platforma odniosła zwycięstwo jako partia polityczna.
 
A co będzie jak Robert Dowhan zdecyduje się na samodzielny start w wyborach jako niezależny kandydat?
Nie przewiduje takiego scenariusza. Nie wydaje mi się to możliwe, ponieważ jest członkiem PO i nie sądzę, żeby takie działanie było akceptowane przez partie.
 
A gdyby pani wygrała zaproponowałaby Dowhanowi stanowisko wiceprezydenta?
Nie dobrze jest dzielić stanowiska przed wyborami. Ze swojej strony wspierałabym Roberta, jeżeli wygrałby w prawyborach. Myślę też, że jego świeżość w samorządzie mogłaby mi pomóc gdybym to ja została kandydatem.
 
Rodzina wspiera Pani aspiracje?
Takie wsparcie mam od zawsze. Moja rodzina nie tylko mi kibicuje ale również pomaga.
 
Jest pani szczęśliwym człowiekiem?
Jestem zabiegana ale robię to, co daje mi satysfakcje. W takim na pozór nudnym życiu urzędniczym znajduje wiele radości, możliwości spełnienia, chociażby organizując Lubuski Kongres Kobiet czy też współpracując z organizacjami pozarządowymi, wspierając działalność wielu organizacji w obszarze kultury, bo jest mi to bliskie.
 
Co pani marszałek robi w wolnym czasie?
Mam ogród, kocham kwiaty i daje mi to dużo sił. Lubię długie spacery, w naszym pełnym lasów mieście jest to możliwe. W ten sposób ładuje akumulatory.
 
Gotuje Pani?
Z wielką pasją, bo mam trzech facetów w domu, którzy nie są na żadnej diecie. Gotowanie to jest konieczność. Mam ulubione swoje potrawy i testuje różne przepisy.
 
Ulubiona potrawa?
Tarta. Jestem miłośniczką zdrowej żywności i promuje zdrowy styl życia. Moi synowie, też odrzucają tradycyjne potrawy i wybierają warzywa i owoce.
 
Mąż pomaga w kuchni?
Mogłabym się od niego uczyć, bo z zawodu jest technologiem żywienia. Nie pracuje w tym zawodzie a więc wyżywa się w domu. Jest tradycjonalistą, bo uwielbia polską kuchnię.
 
Dziękuje.
 
*
Wydruk pochodzi ze strony: http://twojrynek.pl/