Pomijając szereg krzywdzących stereotypów jesteśmy w świecie postrzegani jako naród patriotów i głęboko wierzących katolików. Obraz ten podtrzymują, utrwalają spontaniczne przejawy jedności i solidarności, jakie daje społeczeństwo polskie w obliczu takich tragedii jak śmierć Jana Pawła II czy Prezydenta RP.
Wspominając postać prezydenta należy podkreślić, że jest to osoba reprezentująca Rzeczpospolitą. Każdy wie również, że raz w roku Głowa Państwa wygłasza orędzie noworoczne. Gdyby kiedyś w owym orędziu Prezydent postanowił prezentować nasze społeczeństwo i słowami dać wyraz emocjom i namiętnościom poruszającym obywateli naszego kraju, to odnoszę wrażenie, że orędzie to musiałoby być niczym innym jak „wyznaniami zakupoholiczki”.
Doktorze, co mi dolega?
W przypadku palaczy często mówimy o uzależnieniu czynnym i biernym. Wydaje mi się, że w przypadku kupujących również możemy mówić o zakupoholizmie czynnym i biernym. W pierwszej grupie uzależnionych znajdują się osoby noszące stale w portfelu cały poczet królów polskich. Kupują bo jest ich na to stać. Druga grupa osób to taka, która wprawdzie nie posiada zbyt wiele pieniędzy, ale ma za to masę wolnego czasu, z którym nie za bardzo wie co zrobić. Powszechnie wiadomo, że w Polsce mamy najlepiej na świecie wykształconych bezrobotnych oraz ogromną rzeszę emerytów i rencistów. Wszyscy oni są w grupie podwyższonego ryzyka. Wszyscy mogą stać się ofiarami pseudodemokraci, w której ważniejsze jest mieć niż być. Często krytykuje się Chiny za to, że zasady demokracji obowiązują w tamtejszej gospodarce, jednak nie ma ich w polityce. Czy jednak Polska, w której wprawdzie demokracja obowiązuje zarówno w polityce, jak i w gospodarce różni się aż tak bardzo od Chin, skoro tej jakże upragnionej demokracji nie mamy w życiu społecznym? Śmiem twierdzić, że niedługo nie będziemy mieli żadnego życia społecznego, ani publicznego. Najmłodszego pokolenia nie przygotowuje się do bycia obywatelami, członkami wspólnoty religijnej czy społeczności lokalnej. Zamiast tego media, reklama i duża część rodziców, dorosłych tresuje je na wybitnych konsumentów, czempionów zakupów. Miarą sukcesu nie jest osiągnięcie wyżyn swoich możliwości, zdobycie szacunku otoczenia, a jedynie to, co można za ów sukces kupić. Postawę tę najlepiej obrazują słowa klientów, którzy na pytanie sprzedawcy, o to czego szukają odpowiadają, że czegoś najlepszego, najdroższego, ostatnio reklamowanego, a przede wszystkim czegoś lepszego niż mają znajomi lub koledzy dziecka ze szkoły.
A co z niedzielnym obiadem?
Wbrew pięknej polskiej tradycji niedzielnych rodzinnych obiadów, mszy świętych, spacerów, spędzania z dziećmi czasu, którego najczęściej brakuje w dni powszednie, w weekendy galerie i centra handlowe przeżywają prawdziwe oblężenie. Po części ów brak czasu jest usprawiedliwieniem dla niedzielnych zakupów. Wiele osób jest bowiem ofiarami chorego systemu pracy, w którym nie obowiązują przepisy kodeksu pracy. Nadgodziny dla części pracujących są szansą na dorobienie do skromnej wypłaty, dla innych niestety są warunkiem utrzymania posady. Nie mamy też, jak w niektórych krajach UE krótszego czasu pracy w piątki, co pozwalałoby przeznaczyć całe popołudnie na zaopatrzenie się w niezbędne produkty na cały tydzień.
Interesujących danych w tej kwestii dostarczają również wyniki badań CBOS-u, wg których Polacy dużo krytyczniej oceniają zajmowanie się w niedziele i święta pracami remontowymi lub porządkami w domu lub ogrodzie niż robienie w te dni zakupów w hipermarkecie. Można stwierdzić, że część społeczeństwa Polskiego pracy i wykonywaniu w niedzielę zaległych obowiązków mówi zdecydowane: „Nie!” natomiast bezsensownemu szwendaniu się po markecie mówi głośne: „Tak!”. Komuś może wydawać się to grubą przesadą i dramatyzowaniem, jednak co można sądzić o osobach, które w pierwszy dzień po Bożym Narodzeniu pojawiają się w centrum handlowym o dziewiątej rano tylko po to, aby pochodzić 2 godziny z pustym koszykiem albo zjeść lody, jakby przeżyli postny ramadan a nie obfite w mnóstwo potraw święta.
Nie od dziś wiadomo, że w naszym kraju aktywne formy wypoczynku czy poświęcanie wolnego czasu na rozwijanie własnych zainteresowań lub zainteresowań własnych dzieci są zajęciami tak egzotycznymi jak biegi narciarskie na Jamajce. W miejsce tego oczywiście nie całość, ale część społeczeństwa realizuje się przez zakupy. Jest to bez wątpienia ogromny sukces marketingowy wielkich sieci sprzedaży, które przeprowadzają sprawne akcje promujące takie wydarzenia, jak np. urodziny marketu. Co ważne udział w takich uroczystościach jest najczęściej darmowy. Instytucje kulturalne, głownie ze względu braku środków nie mogą sobie zazwyczaj pozwolić na tak efektowne akcje promocyjne, przez co o ich ofercie wiedzą nieliczni. Przyklaskują temu kolejne rządy, które tną środki na kulturę, a wprowadzają szereg ułatwień i ulg dla rosnących jak grzyby po deszczu sieci handlowych. Za komuny mieliśmy nieszczęsnego homo sovieticus, obecnie również niestety zamiast człowieka demokracji hodujemy jedynie homo zakupoholicus.






Komentarze