- Tak, ale tylko do pierwszego golenia – odpowiedział wynalazca.
Historyjka ta, trochę śmieszna, trochę straszna, staje się powoli bliska rzeczywistości. Kiedyś do golenia idealnie nadawało się jedno ostrze, potem dwa; z nadejściem trzech każdy myślał, że jego twarz po goleniu gładsza już nie będzie. Okazało się, że ideał miał dopiero nadejść. Cztery noże z napędem wibracyjnym – to jest to! Tak już jest w przyrodzie, lepsze jest wrogiem dobrego, a nowsze starszego. Czy jednak nowe zawsze znaczy lepsze?
Zdarza się tak, że skuszeni reklamą, zapewnieniami speców od marketingu decydujemy się na zakup coraz to nowej elektroniki i różnego rodzaju akcesoriów. Często jednak okazuje się, że z naszym nowym zakupem zostajemy niczym stryjek, który siekierkę zamienił na kijek. Poniżej kilka dowodów na to, że nowe nie zawsze znaczy lepsze.
Oprogramowanie komputerowe
Jeszcze do niedawna marzeniem wszystkich miłośników komputerów był sprzęt uruchamiający się równie szybko jak telewizor. Marzenia jednak te pękły jak bańka mydlana w momencie pojawienia się na rynku systemów Windows Vista i Windows 7, które oprócz ładnego wyglądu oferują użytkownikom jedynie możliwość zaparzenia sobie kawy lub herbaty w trakcie przeciągającego się w nieskończoność oczekiwania na start systemu. Na dodatek są one niekompatybilne (pomijając tryb XP w 7-ce) z większością starszych gier i programów, przez co fani starych serii po zainstalowaniu np. Visty mogą mieć problem z zagraniem w ich ulubione tytuły. Na szczęście komputerowcy mają w ręku potężny oręż w postaci Internetu i za jego pośrednictwem bardzo szybko dają wyraz swojemu niezadowoleniu z powodu wprowadzania przez producentów bądź programistów niesprawdzonych, nieprzemyślanych rozwiązań. Tak było chociażby w przypadku niesławnego „śledzika” na Naszej Klasie, który mimo że nadal funkcjonuje, to można go w dość prosty sposób wyłączyć.
Monitory
Swego czasu płaskie monitory LCD wyparły tradycyjne stare monitory CRT. Bez wątpienia są one lżejsze, ładniejsze i zajmują mniej miejsca. Co do reszty ich zalet można się już sprzeczać. Jako główną podaje się ich energooszczędność. Tak naprawdę jednak są one na tyle droższe od monitorów CRT, że musiałyby być włączone przez kilka lat bez przerwy, aby wyższy koszt ich zakupu został zrekompensowany przez niższe rachunki. Do ich wad, o których rzadko się wspomina należą gorsze odwzorowanie kolorów, szczególnie czerni, niepodlegające gwarancji gaśniecie pikseli powodujące pojawianie się czarnych punktów na ekranie i kiepska praca w rozdzielczości innej niż podstawowa rozdzielczość monitora.
Samochody
Czasy niezawodnych aut czy niezniszczalnych silników odeszły bezpowrotnie. Nie zamierzam oczywiście tworzyć hymnów pochwalnych na temat aut zabytkowych, jednak miały one jedną zasadniczą przewagę na współczesnymi samochodami. Jeśli coś się w nich zepsuło, to w wielu przypadkach naprawy można było dokonać samemu nie ponosząc przy tym zbyt dużych kosztów. Natomiast w dzisiejszych autach części są tak połączone, że trzeba wymieniać cały mechanizm, a koszty takiej naprawy idą w tysiące. Oprócz poważnych awarii np. turbosprężarek w nowych samochodach psuje się wszystko, od uszczelek, żarówek, przez wycieraczki po automatyczne opuszczanie szyb i centralny zamek.
Telefony komórkowe
Mój znajomy mawiał tak: „Nowe telefony mają wszystko, mp3-ki, aparaty, bluetooth, gry, Internet. Zepsuje (w wersji ocenzurowanej) Ci się samochód w środku pola i co? I nie zadzwonisz, bo nie będzie zasięgu. Będziesz szedł do domu piechotą, ale mp3-ki sobie posłuchasz.” Niestety jest to prawda. Do lamusa również powoli odchodzą opowieści o niezniszczalnych starych Nokiach, które działały nawet po kąpieli w puszce z farbą. Nowe telefony mają w sobie tak mnóstwo funkcji i dodatków, że sprawne działanie tego wszystkiego w tak małym urządzeniu jest po prostu niemożliwe.
Co zatem można zrobić?
Czy w takim razie jesteśmy skazani na zalew miernoty? Nie ulega wątpliwości, że wina leży zarówno po stronie producentów i użytkowników. Ci pierwsi przenoszą produkcje do krajów, w których słabo wykwalifikowani i opłacani robotnicy nie są mimo szczerych chęci w stanie wyprodukować w pełni wartościowego produktu, ci drudzy często sami nie szanują i nie dbają o zakupiony sprzęt. Nie można jednak nie uznać za problemową sytuacji, w której 30% wypuszczonych na rynek egzemplarzy danego produktu jest wadliwych. Może badania rynku, dopuszczenie do głosu konsumentów i rozpowszechnianie ich zdania i oczekiwań na szerszą skalę sprawią, że firmy zaczną brać pod uwagę ich zdanie. Co jednak jeśli klienci naprawdę nie mają swojego zdania, a ich preferencje i potrzeby nie są ich własnymi, a jedynie dziełem twórców kampanii reklamowych? Jeśli tak jest, to niestety jeszcze długo będziemy musieli godzić się na taki stan rzeczy.






Komentarze