Ta kanalia musi odejść i przestać niszczyć ten kraj – tak o Leszku Balcerowiczu powiedział w 2002 roku Andrzej Lepper. Gdyby jego słowa się spełniły profesor nie powiedziałby nam jak możemy wykorzystać potencjał naszego województwa. Nie dowiedzielibyśmy się także czy nasze pieniądze w bankach są bezpieczne. A co najważniejsze, nie poznalibyśmy patentu profesora na podejmowanie najważniejszych decyzji w życiu.
Czy władze lokalne mają jakieś szczególne możliwości oddziaływania na dobrobyt swoich mieszkańców? Rząd centralny może oddziaływać ustawami. A lokalny?
Jeżeli rząd centralny jest zły, wtedy trudno to samorządom skompensować. Nie chcę powiedzieć, że obecny rząd jest zły. Chcę jedynie przekazać ludziom znaczenie ich wyboru. Wybierając rząd wybierają oni jednocześnie swoją przyszłość. Jeżeli mamy nienajgorszy rząd centralny, to samorządy mogą się wykazać. Różnice w poziomie życia w poszczególnych samorządach nie zawsze są spowodowane uwarunkowaniami zewnętrznymi. Często największy wpływ ma jakość rządzących.
Ma Pan wzór samorządowca?
Nawet gdybym miał, to bym nie powiedział, bo pominąłbym wielu innych. Wszystkim innym powiem rzecz oczywistą. Należy korzystać z wzorców. Ilekroć miałem do rozwiązania problem, czy musiałem podjąć ogromnie ważna decyzję, zawsze zadawałem sobie pytanie: jakie jest znane z praktyki w świecie czy Polsce najlepsze rozwiązanie, które się sprawdziło. Nie zawsze musimy odkrywać Amerykę. Mamy wystarczająco dużo rozwiązań w przeszłości. Korzystanie z doświadczeń innych jest szansą dla Polski, ale także dla wielu samorządów.
Województwo Lubuskie nie jest takie jak Dolny Śląsk, który staje się zagłębiem nowych technologii czy Mazowieckie, gdzie instalują się największe instytucje finansowe. Jak to zmienić?
Może to i lepiej. Można mieć przecież różne atuty. Dla was wielkim atutem jest właśnie przyroda – jeziora, lasy – dzięki której możecie mieć wyższe dochody. Istotne są także kontakty z Niemcami. Nie zawsze fabryki budują sukces regionu.
Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich Powiedział w Zielonej Górze, że trzeba skończyć z mitem, że dobry gospodarz nie zaciąga kredytów. Zgadza się Pan z tym poglądem?
Problem nie polega na tym czy mieć długi czy nie. Ważne jest ile jest tych długów i na co są wydawane. Korzystanie z kredytów, które wzmacniają rozwój i dają się spłacić jest rozsądne. Zdarzały się jednak przypadki kiedy miasta prawie bankrutowały. Takim przykładem jest Nowy Jork. Ważne jest więc, żeby zachować rozsądek w korzystaniu z kredytów.
Uważa Pan, że polskie banki dobrze zabezpieczyły się przed kłopotami, które obserwujemy teraz w USA, Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii?
Zagrożenia w naszej części Europy są daleko mniejsze niż na przykład w Hiszpanii. U nas nie było takiego bumu mieszkaniowego napędzanego szybko rosnącym kredytem. Trzeba jednak patrzyć na ryzyko takie jak na przykład zaciąganie kredytów w obcych walutach. Kurs nie zawsze będzie korzystny, dlatego wszystko trzeba dokładnie przeliczyć.
Banki centralne powinny wspierać rozwój gospodarczy, poprzez obniżanie stóp procentowych, czy też pilnować inflacji podnosząc je?
Z doświadczenia wiemy, że banki centralne są w stanie zapewnić jedną rzecz – niską inflację. Banki nie są w stanie zastąpić rządu w reformach, na przykład systemu podatkowego czy w prywatyzacji. Jeżeli inflacja przez długi czas jest wysoka jest to zwykle jest to spowodowane przez źle działający bank centralny. Z badań wiemy, że niska inflacja w dłuższej perspektywie jest dalece korzystniejsza dla gospodarki niż wysoka.
Czyli Amerykański Bank Centralny popełnił błąd ratując tamtejszy system finansowy?
Należę do tych ekonomistów, którzy uważają, że FED popełnił błąd po 2003 roku obniżając nadmiernie stopy procentowe, a następnie bardzo powoli je podwyższając.
Pytanie z pogranicza abstrakcji. Co będzie gdy skończy się globalizacja, ceny na świecie się wyrównają i zabraknie taniej siły roboczej?
Globalizacja jest generalnie pozytywna. Likwiduje bariery i zwiększa konkurencję. Nie każdy jest w stanie ją wytrzymać, stąd tyle niezadowolenia. Wymiana towarowa będzie istniała nadal, ponieważ źródłem handlu nie jest tylko różnica w poziomie płac czy cen. Największy handel występuje między krajami rozwiniętymi, w których płace są podobnie wysokie. Zanik handlu w miarę wzbogacania się państw trzeciego świata nam nie grozi.
Dziękuję.
Z Leszkiem Balcerowiczem
rozmawiali Karol Tokarczyk i Dominik Jasiński













Komentarze