Łyk… historii
W XVII wieku, dokładnie w 1615 roku, kupcy przywieźli ziarno kawowe do Wenecji. Tam też za dziewięć lat przy placu Św. Marka miała powstać Café Florian, pierwsza europejska kawiarnia, która do dziś jest jedną z najsławniejszych i najdroższych kawiarń na świecie. 150 lat później w Wenecji działało już 200 kawiarń. W Anglii pierwsza kawiarenka powstała w 1650 roku.Cena kawy na wynosiła wówczas jednego pensja, zaś kawiarnie nazywano „uniwersytetami za pensa”, ponieważ żacy bywający w kawowych zakątkach uznali, że można było w nich zdobyć większą wiedzę niż podczas wykładów na uczelni wyższej. Zresztą trudno im się dziwić. Swoje ulubione lokale już wówczas mieli literaci, prawnicy, lekarze – przesiadywali tam godzinami, dyskutowali i prawili mądre rzeczy. Pierwszą francuską kawiarnię, specjalizującą się w kawie o turecku, otwarto w 1672 roku w Paryżu. I to Francja, już w połowie XVIII wieku stała się największym producentem kawy wśród krajów kolonialnych. Kawę w dzbanku z przykrywką zaparzono we Francji po raz pierwszy w 1711 roku.
Co ciekawe, na początku pito kawę gorzką - cukier, jako dodatek do czarnego napoju, zaczął być używany dopiero około 1715 roku na dworze Ludwika XIV. Sam król by wielkim miłośnikiem kawy – podobnie jak jego słynni poddani, np. Diderot czy Rousseau. Wieść gminna niosła, że autor Pani Bovary, Balzac, wypijał 40 filiżanek kawy dziennie, natomiast Voltaire, filozof i literat, ponoć nawet 50!
Na początku swojej historii kawiarnie oferowały wyłącznie kawę, a dopiero później stały się miejscem w którym można było również zjeść coś słodkiego. Również bywalcy kawiarni z czasem się zmienili. Ponieważ kawiarnie były przejawem życia publicznego, to nikogo nie dziwiło, że początkowo spotykali się w nich głównie męscy miłośnicy kawy. Dopiero pod koniec XIX w. obyczaje zaczęły się liberalizować i zaczęły pojawiać się tam także panie.
Wspomniałam, że w Anglii kawiarenki nazywane były uniwersytetami. Jednak nie tylko na wyspach miały one taką opinię. Już wcześniej zaczęto je określać mianem „szkół mądrości”, właśnie ze względu na bywającą w nich intelektualną elitę…
Polski akcent?
Nie inaczej! Jak się dowiedziałam, do Europy moda na kawiarnie dotarła w XVIII w., a przyczynił się do tego... Jan III Sobieski. Po zakończonych walkach z Turkami Polak, Franciszek Jerzy Kulczycki, wykorzystał pozostawione przez nich ziarna i otworzył w Wiedniu pierwszą europejską kawiarnię zwaną „Pod Błękitną Butelką”.
Kawiarnie w Polsce i w Zielonej Górze
Na naszych terenach kawiarnie szybko zdobyły popularność i od razu, stały się miejscem spotkań elity intelektualnej i artystycznej. Najsłynniejsze znajdowały się w Warszawie, Krakowie i Poznaniu. Pierwsza powstała w Warszawie w 1724 roku. Kiedy pionierskie kawiarnie zaczęły pojawiać się w Zielonej Górze trudno zgadnąć. Prawdopodobnie kawę można było już u nas wypić w połowie XVIII wieku, jednak jeszcze nie w kawiarniach. Istniały wówczas na terenie Zielonej Góry gospody i zajazdy, w których, poza obiadem, jak możemy się domyślać, podawano również i kawę.
Wiadomo, że np. na początku XIX wieku w mieście istniały dwie restauracje: jedna w Hotelu pod Czarnym Orłem na ul. Sikorskiego, druga na Placu Pocztowym w Zajeździe pod Trzema Wzgórzami. Napić się trunków (a być może i kawy) można było też w piwnicach Ratusza - najstarszym zielonogórskim lokalu oraz w młynie Semlera (Wagmostaw). Zaś około 1817 roku powstały w Zielonej Górze dwa nowe zajazdy oferujące usługi gastronomiczne.
Gdybyśmy cofnęli się sto lat wstecz, to ze zdziwieniem może zauważylibyśmy, że funkcjonowało wówczas Zielonej Górze już około 40 lokali. Wiadomo, że wśród nich była kawiarnia przy Wieży Braniborskij i kawiarnia w wysokiej kamienicy przy ulicy Kościelnej. Z rycin i pocztówek z tamtych czasów dowiadujemy się, że były to urokliwe i pełne wdzięku miejsca. W kawiarnianych ogródkach mnóstwo było zieleni i stoliczków, przy których w cieniu drzew zielonogórzanie mogli skosztować kawy.
Zaraz po wojnie zaczęły działać dwie kawiarnie. W Przewodniku Turysty „Zielona Góra i okolice” wydanym w 1953 roku, autor informuje, że w Zielonej Górze są dwie kawiarnie: „Polonia” przy pl. Bohaterów Stalingradu naprzeciwko wejścia do Ratusza oraz „Teatralna” przy ul. Staszica, tuż obok kina Nysa.
A jak jest dziś?
Nie można powiedzieć, abyśmy narzekali na brak kawiarni. W ostatnich latach przybyło ich całkiem sporo, a każda inna. Nierzadko swoim klientom oferują one dużo więcej niż kawę. Właściciele dokładają starań, aby ich lokal jakoś się wyróżniał wśród pozostałych i aby właśnie innością przyciągał klientów.
Jeśli szukamy spokoju i odrobiny zapomnienia, możemy udać się do maleńkiej, bardzo romantycznej Herbaciarni „W poszukiwaniu straconego czasu” – można tam wypić rozmaite, aromatyczne herbaty i kawy, zjeść ciasto, a w lecie odpocząć w cichym ogródku. Nierzadko przychodząc do herbaciarni trafimy na wernisaż, wystawę fotograficzną, czy studencki wieczór poetycki połączony z gitarowym koncertem. Podobny nastrój panuje w większej kawiarni na Zaciszu. Gdy odwiedzimy kawiarnię Pod Aniołami, to możemy natrafić na rozmaite studenckie inicjatywy bądź też na wykłady znanych osób.
Podobnie artystyczna atmosfera, a do tego jakże teatralna – w dosłownym słowa tego znaczeniu – panuje w Marcepan Cafe. Kawiarnia ta mieści się w drzwiach Teatru Lubuskiego, a za tymi drzwiami czeka na nas kawa, tort marcepanowy, tradycyjne zielonogórskie lody i nierzadko… sam dyrektor teatru, który zaprasza klientów kawiarni na spektakle lub próby generalne.
Bardziej muzycznie, niż teatralnie bywa w Deja vu Cafe. Kawiarenka mała, ale działa prężnie. Często umożliwia studentom zaprezentowanie swoich talentów, a klienci mogą wysłuchać ciekawych koncertów młodych artystów, podobnie jak w innych zielonogórskich kawiarniach, za darmo.
Pijalnia czekolady Heban również oddziałuje na klika z naszych zmysłów. Ciekawe wnętrze, w którym dominują afrykańskie elementy, wygodne kanapy i fotele, częste koncerty i wystawy – a do tego pyszna czekolada bądź kawa – czegóż można chcieć więcej?
Afrykę czuć też w jednej z najstarszych zielonogórskich kawiarni, a dokładnie – w Barze Kawowym Niger. Tam od lat niewiele się zmienia: kawa pozostaje tak samo dobra, klienci – równie zadowoleni, tylko afrykańskich masek na ścianach przez lata przybyło.
Skoro Niger nie jest najstarszy, to co jest? Otóż kawiarnia Mocca! Działa ona od 1960 roku, wciąż słynna z przepysznych lodów przez lata była miejscem spotkań zielonogórzan.
Lizz Cafe należy do nowszych kawiarni. Gwarnie tam i ruchliwie. Ciepłe wnętrze i ciekawe menu przyciąga wiele osób – a to na spotkanie z przyjaciółmi, a to na drugie śniadanie, a to na poranną kawę. Podobny ruch panuje w Ermitaż Lemo Cafe, choć tam więcej spotkań co prawda przy kawie, ale w interesach. A codziennie o 9 rano właśnie w tej kawiarni nagrywana jest audycja Radia Zielona Góra.
Gdy jesteśmy na Starym Rynku, żal nie wejść do Cafe All’Angolo. Właścicielka dba, by każdy gość poczuł się u niej dobrze. Sama też przygotowuje przepyszne lody. A jak już się na nie skusimy, to możemy spokojnie delektować się ich smakiem w przykawiarnianym ogródku. Czasami trafimy na pokaz kawy i darmową jej degustację, a innym razem na lodowe Cookies Party. Kawiarnię All’Angello wyróżnia dodatkowo fakt, że czynna jest do północy, a czasem nawet dłużej. Jest to duży plus, gdyż niestety większość zielonogórskich kawiarni zamyka się o dość wczesnej porze.
Z lodów słynie jeszcze inny lokal – Cafe San Remo. Gdy tylko słoneczko zacznie mocniej przygrzewać do okienka kawiarni przy ul. Wyszyńskiego ustawiają się kolejki – bo wiadomo, że tam dostaniemy obfite porcje smacznych lodów i to w przystępnej cenie.
W galeriach handlowych także zadbano, abyśmy mieli gdzie odpocząć po całym dniu zakupów. W Galerii Grafitt na kawę zaprasza Cafe Secession. Gustownie urządzone sala, przemiła obsługa i czekoladki mistrza świata – tak najłatwiej można tę kawiarenkę scharakteryzować. A dodać można tylko, że mają również wspaniałe wypieki, i to w przystępnych cenach.
W Focus Mall na kawę możemy zatrzymać się aż w czterech miejscach. Przeważnie są to kawiarnie sieciowe, występujące w całym kraju, ale nie zmienia to faktu, że kawa jest w nich smaczna i, co może dla niektórych ważniejsze, nie trzeba przerywać zakupów by ją wypić.
Nowością na naszym deptaku jest Styl Cafe – niepowtarzalne połączenie salonu fryzjerskiego, studia paznokci i kawiarni właśnie. Na ten oryginalny pomysł wpadli czterej panowie i konsekwentnie go realizują. Cóż… Panie mogą tam poczuć się niemal jak w raju – jeden z panów poda kawę, inny ułoży fryzurę, kolejny zajmie się urodą naszych dłoni… Z pewnością niejedna klientka wyjdzie stamtąd zachwycona.
Nietrudno zauważyć ze dzisiejsze kawiarnie wychodzą naprzeciw oczekiwaniom najróżniejszych klientów. I bardzo dobrze, gdyż tym sposobem nie grozi nam kawiarniana rutyna. Może tylko wybór mamy trudniejszy, bo przecież na któryś lokal musimy się zdecydować. Inny na ploteczki z przyjaciółką, inne na herbatkę z mamą, jeszcze inny na wyjście ze znajomymi czy na randkę. Ale gdziekolwiek nie pójdziemy, to z pewnością filiżanka kawy, czekolady bądź herbaty pomoże nam zapomnieć o sprawach codziennych i spędzić przyjemnie czas… W końcu po to są kawiarnie. Wiec znów okazuje się, że słowa wspomnianej przez mnie na początku piosenki nie straciły nic na aktualności:
…Mimochodem, kamień w wodę,
wpadnie coś z bardzo wielkich spraw
w czarną toń małych kaw…
*Reprodukcje pocztówek pochodzą ze zbiorów Grzegorza i Krzysztofa Biszczanik












Komentarze
( duży wybór) lub Niger, a jak mam ochotę na lody to wybieram się do Cafe San Remo.
Smacznie i klimatycznie jest jeszcze w Lizz Cafe i San Remo.