W naszym mieście mamy fajny lokalny patriotyzm. Bardzo mi się to podoba Wszyscy jesteśmy tutaj trochę obcy, pozbawieni sięgających stuleci korzeni. Jest to bardzo znamienne dla naszej mentalności gdyż tak naprawdę dopiero budujemy naszą tożsamość, tradycje i historię.
W naszym mieście mamy fajny lokalny patriotyzm. Bardzo mi się to podoba – twierdzi Igor Myszkiewicz, znany zielonogórski artysta, adiunkt Muzeum Ziemi Lubuskiej.
Wiem, że od dzieciństwa mieszkasz w winnym grodzie. Co myślisz o mieście, w którym przyszło ci żyć?
Pierwsze, co zawsze rzuca mi się w oczy to, że wszyscy jesteśmy tutaj trochę obcy, pozbawieni sięgających stuleci korzeni. Jest to bardzo znamienne dla
naszej mentalności gdyż tak naprawdę dopiero budujemy naszą tożsamość, tradycje i historię. Ten proces trwa dopiero od czasu zakończenia wojny i wciąż jest żywy. Widać wyraźnie, że wciąż jeszcze wszystko się klaruje. Jest to o tyle ciekawe, że możemy dołożyć do tego własne cegiełki, które rzutowały będą na przyszłość. Niestety często jest to także kością niezgody.
Uważasz, więc, że przeróżne animozje są w Zielonej Górze na porządku dziennym?
Zawsze powtarzam, że nasze miasto jest skrojone na ludzką miarę ale niestety zbyt wielu ludzi dochodzi do tego wniosku. Mści się na nas nasza wielokulturowość. Potrafimy kłócić się i spierać z wielką zajadłością, powiedziałbym, że aż po sam grób. I to dotyka wszystkich środowisk czy to dotyczących kręgów władzy, kultury czy nawet organizacji kombatanckich. Dzięki ruchom oddolnym rodzi się u nas dużo ciekawych inicjatyw. Mamy wielu zdolnych plastyków czy muzyków, którzy wyszli z naszego miasta i odnieśli sukces. Tymczasem pomimo tego w naszym w gruncie rzeczy nie tak wielkim mieście wykształciły się dwa opozycyjne ośrodki artystów. Jeden skupia się wokół galerii BWA, która została ostatnio bardzo wysoko sklasyfikowane w ogólnopolskich rankingach a drugi przy Okręgu Zielonogórskim ZPAP, który również jest dobrze oceniany jako jeden z najaktywniejszych okręgów w kraju. Niestety obie strony nawzajem się podgryzają. To bardzo dla nas typowe. A przecież wspólnie można było tak wiele osiągnąć i zdziałać…
Ostatnio miały miejsce obchody wydarzeń zielonogórskich. Czy ich ocena także dzieli ludzi?
W naszym mieście mamy fajny lokalny patriotyzm. Bardzo mi się to podoba ale nie da się ukryć, że jednocześnie istnieje w nas chęć do pisania historii na nowo. Spektakl, który można było podziwiać podczas samych obchodów był dla mnie zdecydowanie zbyt jednostronny. Język i retoryka, jakie zostały w nim użyte są wyjęte prosto z PRL-u, podobnie jak sposób ukazania postacie. Wszystko zostało to samo tylko aktorzy i strony się zmieniły. Nie powinniśmy używać języka okresu, który powszechnie uważamy za zły. W Polsce także w ogóle zbyt często nadużywa się słowa komunizm a przecież mieliśmy tylko, chwała Bogu, socjalizm. Spojrzenie jednostronne, w każdej kwestii, zawsze odbiera wiarygodność. Myślę, że bierze się w nas to stąd, że mamy pociąg do historii jedynie słusznej. Może przez trudną i bolesną polską historię, wieki zaborów i zniewolenia po prostu brakuje nam poczucia bezpieczeństwa?.
Myślisz, że jest to nasza powszechna narodowa przypadłość?
My Polacy mamy podskórne przeświadczenie o pewnej tymczasowości. Doświadczyliśmy tego zbyt dobrze na własnej skórze. Poza tym, jeśli mamy szczerze, jako naród spojrzeć w lustro to niestety często odbijamy się nie tak jak sobie tego byśmy życzyli. Mamy tendencję do dzielenia wszystkiego na czarne i białe. Sięgając do PRL-u z jednej strony mamy heroizm opozycjonistów z drugiej reżim władzy. Jedni są dobrzy a drudzy źli. Nieważne, że po stronie władzy byli także ludzie, którzy uważali, że robią coś słusznego dla ojczyzny. Tego się nie pamięta. Teraz można bezkarnie kopać przegranych za same poglądy i przynależność. Oczywistym jest fakt, że zbrodniarzy trzeba osądzić i rozliczyć ale róbmy to na podstawie czynów, a nie samego faktu posiadania legitymacji partyjnej.
W Zielonej Górze ciągle powracają różne kontrowersje dotyczące rzeźb i pomników. Uważasz, że mamy z tym problem?
Kochamy nasze miasto i chcemy je ulepszać oraz upiększać. Faktycznie jednak takie wydarzenia jak kwestia kolejnego, ideologicznego przekuwania pomnika na pl. Bohaterów Westerplatte pokazują jasno, że jeszcze wiele nam brakuje do normalności. Nasze podejście różni się od gorzowskiego. U nas wszystko dzieje się odgórnie z oficjalnego nadania. U nich dominuje natomiast inicjatywa prywatna. Nie można powiedzieć żeby któreś podejście było gorsze. Tak naprawdę te dwie drogi powinny istnieć wspólnie. Obok znaków czasu i historii powinno znaleźć się miejsce na zwykłe elementy związane z powojenną tożsamością. W Gorzowie jest sporo pomników znanych mieszkańców, artystów a nawet przewoźnika przez Wartę. U nas brakuje rzeźb, które nie nawiązują tylko do tego, kto, gdzie, jak walczył i zginął. Pokażmy coś twórczego i optymistycznego. Tematów nie trzeba szukać daleko. Czemu nie uwiecznić Taddeo Polacco, czyli malarza Tadeusza Konicza, który jest najbardziej znanym zielonogórskim artystą na świecie.
Powiedz, czym się zajmujesz w swoim czasie wolnym?
Jest tu pewien problem, ponieważ nie mam wolnego czasu. Ale jeśli miałbym już się przyznać to muszę powiedzieć, iż jest to fantastyka we wszelkich przejawach. Od czytania literatury poprzez sztukę i komiks a na działalności w Zielonogórskim Klubie Fantastyki Ad Astra kończąc. Co ciekawe po latach okazało się, że środowisko Ad Astry jest najtrwalszym gronem przyjaciół i znajomych, w którym przebywałem. Kontakty ze studiów i wystaw powoli zanikały ale na szczęście nie w tym przypadku. Jest to dla mnie pewna stała, swoisty azyl, do którego zawsze mogę wrócić i schować się przed światem.
A jak właściwie zaczęła się twoja przygoda z fantastyką?
Co tu dużo mówić, pierwszym filmem, jaki zobaczyłem w kinie były Gwiezdne Wojny. To ustawiło wszystko. Poza tym mój ojciec namiętnie pożerał książki, również związane z tą tematyką, prenumerował też miesięcznik Fantastyka – wychowałem się na prezentowanych tam artystach: Frazetcie, Gigerze, Beksińskim, Siudmaku i Vallejo i to do dzisiaj rzutuje na moją własną twórczość. Dzięki tym fascynacjom uodporniłem się także na pokusy sztuki awangardowej, co niestety było pewnym problemem na studiach. Dziś sądzę, że dwa najtrudniejsze gatunki sztuki to rysunek satyryczny i ilustracja. W artystycznym świadku nie są doceniane, tymczasem są to dyscypliny bardzo wymagające w stosunku do autora, zarówno pod względem konieczności opanowania warsztatu jak i jakości przekazu. Nie ma tam miejsca na przykrycie niedoróbek artystowską pozą.
Igor Myszkiewicz (ur. 1974 r.) to zielonogórski artysta, absolwent Instytutu Sztuki i Kultury Plastycznej przy dawnym WSP. Otrzymał dyplom z litografii w pracowni ad. Stefana Ficnera. Uprawia grafikę, rysunek, ilustrację książkową oraz komiks. Obecnie pracuje na stanowisku adiunkta w Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze. Współzałożyciel działającej od 1997r. Galerii Twórców Galera promującej młode środowisko artystyczne. Jest także jednym z twórców grupy artystycznej Korporacja Trylobit. Członek Lubuskiej Zachęty Sztuk Pięknych oraz wiceprezes Okręgu Zielonogórskiego ZPAP. W swoim dorobku ma wiele wystaw zbiorowych i indywidualnych. Jest autorem komiksów: “Grabarz”, “Sny Zwierząt”, “Raj”, “Czarownica”, “Okręty”, “Zimowy Templariusz”, “Miasto Win”, „Psi Syn”, „Robactwo”, „Graal”, „Padlina” oraz „Zdeptaka” - serii pasków komiksowych komentujących zielonogórską rzeczywistość.













Komentarze