Poniedziałek, 21 Maj 2012-Wiktora i Tymoteusza
TwójRynek Zielona Góra

Felieton

Optymizm po zielonogórsku
TwójRynek.pl 6/2011Agnieszka Stawiarska Komentarze0 komentarzy
Doszły mnie słuchy, że strasznie marudzę w felietonach i narzekam na zielonogórską rzeczywistość. Fakt. Przyznam, że biadoliłam, ale za nic w ostatnich miesiącach nie mogłam zobaczyć w weselszych kolorach. Nawet na nagrodę dla miasta za dobry klimat dla biznesu popatrzyłam z rezerwą.
 
 
W takim razie postanowiłam poszukać światełka w tunelu. Co tu można weselszego napisać o mieście?
 
 
- To będziesz miała pod górkę - skwitował koleżanka po fachu. Jednak spróbuję. Mam małego świra na punkcie zaniedbanych działek w mieście, więc ucieszyły mnie ostatnio zapowiedzi, że zmieni się trochę nasze centrum. Chodzi o zapuszczony zaułek, zwany „ruskim targiem”. Ile razy tamtędy przechodziłam, miałam wrażenie, że czas cofa się co najmniej o 40 lat. Wśród butików, które też raczej przywołują wspomnienia z kapitalizmu w wydaniu socjalistycznym, leżała ziemia niczyja. W latach kryzysu, zielonogórzanie poszukiwali tam na straganach atrakcyjnych towarów, na przykład wiertarki udarowej lub sztućców made in ZSRR. Stąd też przezwisko „ruski targ”. Potem, gdy już w naszych sklepach zapełniły się półki, właśnie tam rodziły się lumpeksy. Lata mijały, a one stały się główną atrakcją handlową centrum, zajęły miejsca butików i dziś przyciągają klientów hasłami: „markowe ciuchy, świeże dostawy codziennie”. I okazało się, że przy ul. Zamkowej opustoszał spory kawałek ziemi.
 
I hotel miał tam stanąć
 
W urzędzie miejskim w połowie lat 90. powstały ambitne plany, aby gruntownie zmienić wygląd placu po dawnej gazowni. Stały już tam wtedy rzędy butików. Działały dwa targowiska na zapleczu. Już realna była rozbudowa filharmonii. Architekci doszli wtedy do wniosku, że nijak nie będzie nowoczesna bryła pasowała do zabudowy po przeciwnej stronie ulicy Wojska Polskiego. Według powstałej wtedy koncepcji, w tym miejscu miał stanąć piękny, nowoczesny hotel o klasie nawet pięciu gwiazdek. Pamiętam, że jednym z argumentów był brak przyzwoitych miejsc noclegowych w mieście. Dla gości mieliśmy wtedy propozycje przespania się w Śródmiejskim i Polanie. Pomysł był świetny. Żeby stał się rzeczywistością, wymagał wyburzenia butików, komórek, garaży i dodatkowych porządków własnościowych. I wielkie plany rozlazły się po kościach. Minęło ponad 10 lat i dopiero teraz pojawiła się szansa, aby wyładniał choć fragmencik miasta.
 
Inwestor z doświadczeniem
 
Teren jest sprzedany. Podobno już w lipcu ma się zacząć budowa, którą będzie prowadziła firma z Głogowa. Tam postawiła piękne kamienice na rynku. Na „ruskim targu” wzniesie budynek z mieszkaniami, a w podcieniach znajdzie się miejsce na lokale usługowe i handel.
Mam nadzieję, że od tej inwestycji zacznie się poprawa wyglądu okolicy, choć jest tam wiele do zrobienia. Nie zawsze jednak taki ładny rodzynek ma odpowiednio dużą moc uzdrawiania. Z takimi nadziejami patrzyłam na apartamentowce przy ul. Fabrycznej. Są piękne, ale otoczenie wciąż straszy. Budynek dawnego Polonu przypomina jak marny panuje w mieście ruchu w inwestycjach. Dyskont z blachy to jakiś akt utraty zdrowego rozsądku, bo usadowił się tam na lata. Pobliskie targowisko, choć pełne kolorytu, dające pracę ludziom i mieszkańcom najlepsze zaopatrzenie w świeże warzywa i owoce, też już nie powinno wyglądać tak jak wygląda. Mam tam swoich ulubionych sprzedawców, sprawdzone stragany i zawsze niezłą rozrywkę podczas spotkań z ciekawymi ludźmi, gdy przeciskam się w tłumie z siatami w rękach. Lofty aż przyjemnie mijać, ale trzeba mieć spore klapy na oczach, żeby reszta nie oślepiła brzydotą. Dopiero przy Rubenie jest chwila oddechu. I tak w całym mieście. Chwila przyjemności i ciach, znowu jakiś pasztet. Ale tym razem miałam nie biadolić, a w słońcu i zapuszczone miejskie brzydactwa wydają się ładniejsze. Czekam więc na ładną kamienicę na „ruskim targu” i już nie marudzę.
 
 

Komentarze

*

Dodaj komentarz

  • Autor *
  • E-mail *
  • Komentarz *
  • Przepisz kod (wielkość liter ma znaczenie)