Temat wydeptany jest już na wiele możliwości, tylko coś władzom nie chce się tam stopy postawić i jakoś obojętnie podchodzą do problemu, który tak nas zajmuje.
I jak tu dobrze się czuć
Medycyna Wschodu zaleca, abyśmy dbali o kondycję psychiczną otaczając się pięknymi przedmiotami, wybierając piękne widoki, przebywając wśród tego, co sprawia nam przyjemność. Prosta recepta, bo w końcu od razu do sprawdzenia. Każdy chyba osiąga lepsze samopoczucie, gdy widzi coś, co budzi pozytywne nastawienie do świata. Dlatego bardzo mnie przekonuje taki sposób na sprawność psyche. Gdy podczas urlopu patrzyłam na słoneczne, ośnieżone góry, zadbane miasteczka i uśmiechnięte twarze ludzi, czułam się wspaniale i z radością wstawałam każdego dnia.
Gdy wjechałam w polskie zagrody, ze znajomymi zareagowaliśmy jak umówieni: „Ale tu brzydko!”. I zamilkliśmy. Jedno wsadziło nos w książkę, drugie zamknęło oczy, trzecie nałożyło słuchawki na uszy i odpłynęło w świat muzyki. Po przyjeździe do rodzinnego miasta nic się nie zmieniło. Szaro, brudno, pusto na ulicach, a porywisty wiatr dopełniał reszty odstręczającego krajobrazu.
Niezbędny bałagan
Musimy włożyć nie lada wysiłek, aby wcielić w życie bardzo życiowe porady medyków Wschodu. Chciałoby się skomentować - bo nasze miejsce na Zachodzie. Ale wiadomo, że nie na tym rzecz polega. Otacza nas brzydota i widząc ją, trudno szukać natchnienia na lepszy dzień. Jak już znajdziemy w zasięgu oczu jakiś ładny kawałek przestrzeni, to gapmy się do woli i niech nas nie kusi, aby obrócić oko w prawo lub w lewo, bo nas dopadnie: odrapana ściana, zapaskudzony przez psy (a tak naprawdę właścicieli czworonogów) chodnik, zapuszczona działka w rękach jakiegoś inwestora, który ma gdzieś inwestowanie...
Mało tego, nawet droga do estetycznego wyglądu też musi być odpowiednio obrzydliwie brzydka. Zastanówcie się, ile razy w życiu zdarzyło Wam się zobaczyć remont lub budowę prowadzone tak, aby wokół nie panował brud, bałagan i zniszczenie tego, co nie było przewidziane do robót budowlanych? Widziałam budowy domów jednorodzinnych w Austrii, które rodziły jedno pytanie: jak to możliwe, że można robić tak czysto i z sensem, aby reszta życia wokół toczyła się w miarę normalnie. I bardzo możliwe, że pracowali tam polscy fachowcy.
Na początku jest estetyka
Renowacja deptaka od początku budziła negatywne reakcje mieszkańców. Zgłaszali swoje uwagi, że prowadzona jest bez planu, chaotycznie, na długie miesiące paraliżuje codzienne życie, prowadzenie biznesu. Pocieszaliśmy się, że trzeba trochę przecierpieć, bo efekt jest ważny. I mamy go od ponad pół roku i wciąż nas nie przekonuje. Skutecznie odstrasza przechodniów, bo niewielu ich trafia do centrum. Cierpią prowadzący gastronomię i handel, bo nie mają klientów.
Choć mieszkamy na Zachodzie, to mamy w sobie potrzebę dobrego samopoczucia, a tego za grosz nie daje nam odnowiony za grubą forsę deptak. Nawet ciekawy pomysł na oglądanie archeologicznych atrakcji został podany jak roboty drogowe. Zamiast estetycznego zabezpieczenia, które umożliwiłoby nam oglądanie podziemi, patrzyliśmy na budowlane barierki.
Poprawki są kosztowniejsze niż od razu zaplanowane prace, ale moim zdaniem nie ma wyjścia, bo zielonogórki deptak wymiera na naszych oczach. Na gwałt trzeba szukać sposobów, które zachęcą mieszkańców i przyjezdnych do spędzania tam czasu. Może wreszcie „fachowcy” posłuchaliby mieszkańców, którzy mówią o fontannach, odpowiednim oświetleniu, atrakcyjnej zieleni, festynach... Już nie ma czasu.













Komentarze