| Ratusz w Zielonej Górze |
Na początku była chwila próby – wybuchy gazu na os. Pomorskim, potem atak zimy i narzekania ludzi na nieprzytomnych drogowców. Odwilż pokazała nam dziurawe drogi i tu widać, że będzie bieda. Jeździmy zygzakiem i będziemy jeździć, bo wyrwy pojawiły się przede wszystkim w miejscach już łatanych. Ale zanim dowiemy się, czy możemy liczyć na remonty, to…
Chować portfele, mamy 2011 rok
Najpierw usłyszeliśmy o wszystkich możliwych podwyżkach – krajowych i lokalnych. Taka nowa, świecka tradycja. Im jesteśmy starsi, tym więcej kosztuje nas utrzymanie. Czas się chyba z tym pogodzić, już taniej nie będzie, więc jedynym sposobem na zrównoważenie wydatków, jest zwiększenie dochodów. A to zwykle oznacza jedno, więcej pracy. Chociaż nie dla władz samorządowych. Większość prezydentów, burmistrzów, wójtów (w tym prezydent Zielonej Góry) dostało podwyżki od radnych. Tacy są dobrzy. Pensje sięgają od kilku do kilkunastu tysięcy złotych brutto. Tylko nikt nie wie za co. Ale to już stara świecka tradycja. Pracujący lud miast i wsi ma obowiązki wypisane w umowach, regulaminach. Wie za co pensja co miesiąc płynie na konto. Narzekamy, ile się da na zarobki, bo w regionie pracodawcy nas nie rozpieszczają. Niby blisko nam do bogatego sąsiada zachodniego, ale wynagrodzenia mamy wybitnie wschodnie. Każdy z nas co rano truchtem podąża na miejsce pracy, aby wykonać zlecone zadania. Ale czy nasza władza, wie za co bierze pensję?
Prawo jest niedoskonałe
Myślę, że nie wie. Gdyby było inaczej, liczniej uczestniczylibyśmy w wyborach. Mocniej wierzylibyśmy w samorządność. A tak, pokrytykujemy, poględzimy przez całą kadencję, a potem zagłosujemy jak nam wtedy wiatr zawieje. Szkoda, że prawo jest tak niedoskonałe i nie istnieje nic na kształt kontraktu do wykonania dla władz. Z doświadczenia wynika, że najsilniejszym zobowiązaniem dla niej są te polityczno-towarzyskie. Natomiast mieszkańcy gminy są na ogół wyłączeni z kontraktowania. Sprzyja temu także swoista gra, w którą się wciągamy na własną prośbę. Czytałam badania psychologiczne na temat stosunku Polaków do polityki i wynikało z nich, że nie wierzymy w prawdomówność władzy, ale jednocześnie bierzemy ten stan zakłamania za naturalny. Nie wymagamy innej rzeczywistości. Uważamy, że polityka jest kłamstwem i tak zawsze było, więc nie ma nadziei na zmianę. Oprócz doraźnego zrzędzenia, nie stawiamy wymagań władzy i nie rozliczamy jej potem. Za to ona z przyjemnością podejmuje tę grę. Na początku czterolatki ładnie gada, potem troszkę przysypia, a następnie znowu ładnie gada, żeby wygrać kolejne wybory. To co się uda, jest eksponowane jako wielki sukces, a porażki sprytnie się przykrywa kolejnymi obietnicami.
Może chociaż Winobranie?
Mam małą obsesję. Nadzieję w sens wybierania władz samorządowych przywróciłby we mnie choć w części prezydent i radni, którzy np. wreszcie doprowadziliby do tego, abyśmy na pół roku wcześniej znali program i terminarz Dni Zielonej Góry. I aby to była reguła, a nie wypadek przy pracy. Jak dotąd było to nieosiągalne. Nie wspomnę o atrakcyjności tego święta. W tym roku już wiadomo, że to się nie uda, bo czas mija nieubłaganie.












Komentarze