Sobota, 22 Lipiec 2017-Magdaleny i Bolesława
TwojRynek

Motoryzacja

Jak kupić samochód używany?
2013-03-15Maria Zychler fot. (xenia) Komentarze3 komentarze
Kupowanie używanego auta przypomina trochę grę w pokera: nigdy do końca nie wiemy jakimi kartami gra sprzedający, a to, czy był z nami bezwzględnie szczery i uczciwy na ogół wychodzi na jaw po sfinalizowaniu transakcji. Zasada jest jedna: na tym rynku „okazje” zdarzają się niebywale rzadko. Za auto w dobrym stanie technicznym i z niezłym wyposażeniem trzeba zapłacić. Tanie egzemplarze to na ogół stare rzęchy, nierzadko powypadkowe.

 

Rodzaje aut używanych

 
Tak, jak nowe, tak i używane modele na pewno możemy podzielić na:
  • przeznaczone do pracy,
  • rodzinne,
  • sportowe,
  • miejskie,
  • terenowe/ SUW.
 
W tej pierwszej kategorii znajdziemy przede wszystkim busy i vany. Rodzinne kojarzą nam się przede wszystkim z pojemnymi, wygodnymi i bezpiecznymi combi, ale w tej roli też doskonale sprawdzą się sedany. Sportowe trzydrzwiowe pojazdy często są dwuosobowe, a nawet jeśli przewidziano je na 4-5 osób, to na ogół na tylnym siedzeniu panuje ścisk, bo miejsca tu raczej niewiele. Miejskie compaktowe autka – często typu mini-van i hatchback są zgrabne, niewiele palą i doskonale nadają się do codziennej eksploatacji, w tym parkowania na zatłoczonych parkingach. Na koniec mamy terenowe i SUW-y, w których spartański styl zastąpiło w nich luksusowe wyposażenie. Z napędem 4x4 i spalaniem nawet na poziomie 25 l/100km albo bardziej ekonomiczne w wersji miejskiej z napędem na dwa koła.
Każdy z nich dostępny w różnych wersjach silnika: Diesla lub benzynowym, co sprawia istotne różnice szczególnie w autach kilkuletnich.
 

To ważne, gdzie kupujesz samochód używany

 
Zanim na serio zabierzemy się do poszukiwań odpowiedniego egzemplarza, warto zastanowić się nad tym, gdzie będziemy szukać. A to zależy od tego, za co jesteśmy gotowi zapłacić. Zasadniczo jest kilka możliwości:
  • od znajomego,
  • w komisach dealerskich,
  • w komisach,
  • na giełdzie,
  • przez ogłoszenie,
  • w internecie: na aukcjach i w ogłoszeniach.
 
Sytuacji, w których kupuje się samochód „bo akurat znajomy sprzedaje swój” zdarza się sporo. I takie „okazje” mają swoje plusy i minusy. Jeśli jest to bliski znajomy i zdarzało nam się jeździć z nim jego samochodem i o nim rozmawiać, łatwiej będzie ocenić, jak pojazd był traktowany przez właściciela. Czy często zdarzały się z nim kłopoty, czy serwisowany był w ASO albo chociaż u mechanika, czy może znajomy naprawiał auto wspólnie ze szwagrem. Jak dużo nim jeździł i jaki ma styl jazdy, czy auto było „bite”. To całkiem sporo informacji, których nie mielibyśmy szans uzyskać od obcego człowieka, a nawet dalszego znajomego, który widzi w nas wyłącznie potencjalnych nabywców. Słabością takiego kupowania „po znajomości” jest ryzyko konfliktu. Załóżmy, że sprzedawca jest całkiem uczciwy i w dobrej wierze mówi o słabych punktach auta i jego zaletach. Załóżmy nawet, że dość dobrze znamy pojazd, który właśnie kupujemy. Pamiętajmy, że jednak jest to skomplikowane urządzenie, w którym zużyć się albo ulec awarii może wiele elementów. Jeździmy nowo kupionym autem przez półtora miesiąca kiedy nagle wysiada elektronika. Naprawa ma kosztować parę tysięcy złotych. Czy istnieje absolutna pewność, że sprawa nie odbije się negatywnie na stosunkach ze znajomym, który przecież nie mógł przewidzieć awarii?
Najbardziej pewnym miejscem, w którym można nabyć używany pojazd są komisy dealerskie. Po pierwsze trafiają do nich auta, które dotąd miały jednego właściciela i regularnie były serwisowane w ASO. Często są to modele poleasingowe, a więc 2-3 letnie, a takie kupować opłaca się najbardziej, bo jeśli nie były nadmiernie wyeksploatowane i mają wymienione najważniejsze części eksploatacyjne, to do jakichkolwiek napraw możemy mieć spokojnie jeszcze kilka lat. W komisach dealerskich nikt też nie bawi się w przekręcanie liczników, a każdy przyjęty i wystawiony na sprzedaż samochód przechodzi gruntowny przegląd techniczny w ASO. Oszczędza nam to zachodu z jeżdżeniem po stacjach diagnostycznych. Wada? Cena, która średnio będzie o kilkanaście procent wyższa, niż pojazdu tego samego modelu i rocznika, kupionego w internecie, czy na giełdzie.
Możemy też udać się do zwykłego komisu samochodowego. Tutaj znajdziemy szeroki wybór aut różnych marek, w różnym wieku, ale też w różnym stanie. Warto najpierw sprawdzić opinię, jaką cieszy się sam komis. Na ogół wystarczy wpisać odpowiednie hasło w wyszukiwarkę, by znaleźć forum, na którym klienci wymieniają się doświadczeniami. Komis dbający o renomę, wystawia do sprzedaży auta po przeglądzie technicznym, a te sprowadzane zza granicy – z załatwionymi formalnościami i gotowe do rejestracji. Nikt nam jednak nie da gwarancji na kupiony tu samochód. Można za to często skorzystać z preferencyjnych warunków kredytu i ubezpieczenia.
Na giełdzie samochodowej wybór jest największy, a samochody sprzedawane na ogół przez dotychczasowych właścicieli można też na własne oczy obejrzeć. Tutaj też zdarzyć się może prawdziwa okazje, choć na te ostatnie lepiej jednak nie liczyć, bo bywają bardzo rzadko. A większość zawartych bez sprawdzenia „okazyjnych” transakcji może się szybko kupującemu odbić czkawką. Ważne, by nie podejmować decyzji pod presją czasu, ale dać sobie czas na zastanowienie, a sprzedawcę poprosić o wspólną wizytę we wskazanej przez kupującego stacji diagnostycznej.
Jeśli marzy nam się konkretny model i rocznik samochodu, można też wykupić ogłoszenie w lokalnej prasie. Może się co prawda zdarzyć, że na hasło „Kupię Audi A5, rocznik 2005 lub młodszy, skórzana tapicerka, czerwony” zgłosi nam się posiadacz czerwonego Fiata Punto z 2003 roku, ale może się też poszczęścić.
Kolejnym, bardzo popularnym rozwiązaniem jest szukanie samochodu w ogłoszeniach prasowych i w internecie. Tutaj wybór jest największy, bo za jednym kliknięciem możemy wyświetlić sobie listę samochodów określonej marki z całej Polski i nie tylko. Pamiętajmy jednak o jednym: samochód nie trampki i kupowanie na ślepo może się skończyć czymś gorszym niż otarta pięta. Dlatego najlepiej wybierać oferty w pobliżu miejsca zamieszkania, a przed zakupem pojechać do sprzedawcy i samochód obejrzeć osobiście.

 

Na co zwrócić uwagę, wybierając samochód używany?

 
Niezależnie od tego, gdzie i od kogo kupujemy samochód, pamiętajmy, że od jego stanu zależy nie tylko komfort jazdy i ewentualne przyszłe wydatki na naprawy, ale przede wszystkim bezpieczeństwo kierowcy i pasażerów. Niestety, nie wszyscy sprzedawcy są uczciwi, dlatego to kupujący przede wszystkim musi dopilnować własnych interesów.
W pierwszej kolejności należy sprawdzić, czy samochód kupuje się od jego prawowitego właściciela. Jeśli w przyszłości okaże się, że pojazd został skradziony, nie tylko stracimy jego i pieniądze, ale też nieco czasu i nerwów na wyjaśnianiu całej sprawy, z udziałem w postępowaniu sądowym przeciwko złodziejowi włącznie. Dlatego sprawdzanie dwuśladu, który wpadł nam w oko zaczynamy od numeru nadwozia VIN (ang. Vehicle Identification Number). Jeśli znajdziemy go w rejestrze pojazdów poszukiwanych, sprawę należy jak najszybciej zgłosić na policję. Rejestry można sprawdzić przez internet choćby za pośrednictwem specjalizujących się w tym firm.
Inaczej numer nadwozia. Gdzie znajdziemy VIN? Ten unikatowy dla każdego samochodu ciąg cyfr i liter określający markę, kraj pochodzenia, a także model auta, znajdziemy na tabliczce znamionowej pod maską oraz wpisany w dowód rejestracyjny. Po pierwsze, sprawdzamy, czy w obu miejscach numer jest taki sam. Po drugie, przyglądamy się samemu numerowi na silniku – jeśli jest zamazany, niewyraźny, może to oznaczać, że został przebity. W razie jakichkolwiek wątpliwości, sprawdzenie sprawy najlepiej jest powierzyć rzeczoznawcy. Przy okazji dowiemy się, w którym roku auto faktycznie zostało wyprodukowane, ilu miało właścicieli i czy dany rocznik nie miał przypadkiem wad produkcyjnych. Czasem za spokój warto zapłacić o 50-200 zł więcej.
 
Stan techniczny sprzedawanych aut używanych często pozostawia wiele do życzenia. I choć każdy sprzedający chętnie reklamuje oferowany egzemplarz jako „cacko”, „w doskonałym stanie”, to niestety slogany nader często nijak się mają do rzeczywistości. Dlatego przed podpisaniem umowy i wyciągnięciem z portfela gotówki, należy dokładnie sprawdzić w jakim faktycznym stanie znajduje się wehikuł. Na check-liście znajdują się wszystkie ważniejsze elementy i układy, jak silnik, skrzynia biegów wraz ze sprzęgłem, zawieszenie, układ hamulcowy, karoseria i podwozie oraz elektryka. Sprawdzamy też przebieg, ale nie tylko ten na liczniku.
Silnik nie powinien być zbytnio zabrudzony. Jeśli tak jest i widać na nim ślady wycieków, wymaga dalszych oględzin i to najlepiej przez specjalistę. Być może to nic groźnego, ale warto sprawdzić. Nie powinien też zbytnio lśnić. Czyściutki motor w używanym aucie najpewniej został umyty. Po co? Ano najpewniej po to, by coś ukryć. Na przykład wycieki, które mogłyby kupującego zafrapować. Ważnym komunikatem jest też zbyt niski poziom oleju. Jeśli nie wyciekł, oznacza to najprawdopodobniej, że dotychczasowy właściciel nie zwracał uwagi na takie „szczegóły”. A to z kolei może skutkować nadmiernym zużyciem silnika.
Po oględzinach tego co pod maską i na wskaźnikach, przychodzi czas na test praktyczny: odpalamy silnik i urządzamy mu przesłuchanie. Czy po uruchomieniu trzyma obroty, czy może skacze? Jeśli to drugie, od razu lepiej szukać innego. Podobnie, jeśli oprócz normalnych odgłosów silnika słychać chrzęst, stukanie, pukanie i inne tym podobne dźwięki. Dodatkowe efekty dźwiękowe nie powinny też towarzyszyć pracy sprzęgła i skrzyni biegów. Jeśli biegi nie wchodzą płynnie, towarzyszy im zgrzytanie, a sprzęgło się ślizga i dodatkowo wydziela swąd spalenizny, można spodziewać się sporych wydatków.
Kolejnym punktem na naszej liście są elementy odpowiadające za bezpieczeństwo, czyli zawieszenie i układ hamulcowy. Jeśli już podczas jazdy próbnej mamy wrażenie, że auto nie trzyma się dobrze drogi, na zakrętach nim rzuca, a jeździe towarzyszy stukanie, lepiej od razu darować sobie ten zakup i nie narażać się na kosztowne remonty w niedalekiej przyszłości. Od razu też przekonamy się, jak sprawne są hamulce.
 
Jeśli auto przejdzie pozytywnie jazdę próbną i tak zalecana jest wizyta w stacji diagnostycznej, bo tylko doświadczony mechanik lub diagnosta powie nam prawdę o stopniu zużycia hamulców, amortyzatorów i elementów zawieszenia. Sprawdzając zbieżność kół, diagnosta powie nam, czy pojazd na pewno nie uczestniczył w wypadku.
Oglądając karoserię i podwozie szukamy rdzy. Jeśli jest, jej oznaki znaleźć możemy wszędzie tam, gdzie z metalowych krawędzi lakier już się nieco starł, a więc w progach, nadkolach, czy na krawędziach drzwi. Warto obejrzeć podwozie, podłogę w miejscu, gdzie przechowuje się koło zapasowe. Jeśli podczas oględzin na kanale, ogniska rdzy znajdziemy na podłodze, zakup takiego wehikułu lepiej sobie odpuścić. Jeśli okaże się, że skorodowany jest tłumik należy co najmniej stargować solidną sumkę, bo wymiana będzie sporo kosztować.
Jak sprawdzamy elektrykę? Zaczynamy od sprawdzenia wszystkich świateł, kierunkowskazów, wycieraczek, mechanizmu opuszczania szyb itp. Czy na tablicy rozdzielczej przed uruchomieniem silnika działają wszystkie kontrolki? Czy nie świeci się przypadkiem kontrolka poduszki powietrznej? To już może oznaczać, że w razie kolizji poduszka nie zadziała prawidłowo i nie ochroni kierowcy, czy pasażera. I nie dajmy sobie wmówić, że błąd można po prostu skasować.
 
O tym, że sprawdzić należy przebieg samochodu, wie każdy, kto przymierza się do jego kupna. Czy jednak wskazaniom licznika można wierzyć? Cofanie go jest niestety powszechną praktyką. By ocenić wiarygodność wskazań, skontrolować należy też inne elementy, które wiele powiedzą o stopniu zużycia auta. Jak wygląda poszycie siedzeń, kierownica i gałka na na drążku zmiany biegów, czy nakładki pedałów? Jeśli są mocno zużyte, może zadają kłam licznikowi? A może wyglądają na zupełnie nowe? W dziesięcioletnim aucie też jest to mocno podejrzane. Nieco powie nam sam licznik: niewyraźne wyświetlanie, brak kresek w cyfrach sugerują, że licznik mógł paść ofiarą manipulacji.
 
 
Uwaga na wielką wodę!
Co jeszcze może się kryć za zbyt niską ceną? Może ślady wody? Auta popowodziowego nigdy już nie da się doprowadzić do odpowiedniego stanu. Dla właściciela to strata, jeśli nie miał odpowiedniego ubezpieczenia. Dlatego wielu decyduje się na sprzedaż, starając się ukryć „przygodę”, jaka spotkała samochód. Czy taki samochód można rozpoznać? Owszem. I to na pierwszy rzut... nosa. Podtopionego samochodu nie da się osuszyć do końca, a efektem jest nieprzyjemna woń stęchlizny nie dająca się zamaskować nawet kilkoma odświeżaczami powietrza naraz. Za tapicerką i w trudno dostępnych zakamarkach znaleźć możemy ślady mułu i zabrudzeń. Ważnym sygnałem będą też podrdzewiałe złączki przewodów elektrycznych. Czy warto się targować? Nie. Jedyne rozsądne posunięcie, to rezygnacja z zakupu.
 

Komentarze

  • Przemek
    2014-05-31
    Również uważam, że najlepiej jest kupować w pewnym salonie takim jak ten już tu wymieniony albo ten http://renault-tandem.pl/ w którym ja kupiłem swój samochód. Pewne miejsce, to pewne miejsce i żadne poradniki tu nie pomogą :)
  • mateusz78
    2014-04-22
    Na pewno warto odwiedzic tez dobry pewny auto salon. W Krakowie takim pewnym jest salon Golemo. Szczerze polecam bo naprawde warto jest wybrać coś pewnego bo jak wiadomo zakup auta to powazna sprawa.
  • bonzo
    2013-03-19
    Poradnika powinni kupijący nauczyc sie na pamięć, nastepnie poszukać na lokalnych ogłoszeniach http://sprzedajemy.pl na przykład, może akurat w twojej miejscowości jest interesujący model na sprzedaż, oraz po osobistej wizycie, polecam sprawdzenie przez stację diagnostyczną.
*

Dodaj komentarz

  • Autor *
  • E-mail *
  • Komentarz *
  • Przepisz kod (wielkość liter ma znaczenie)