Piątek, 18 Maj 2012-Feliksa i Aleksandry
TwójRynek Zielona Góra

Twój Rynek.pl 4/2010

Jakie to straszne - być piękną i bogatą
Twój Rynek.pl 4/2010Agnieszka Stawiarska Komentarze0 komentarzy
„Całe lata słyszałam, że wszystko zawdzięczam ładnej buzi” – skarżyła się w kolorowym czasopiśmie znana polska modelka, teraz już prowadząca własne biznesy. Jakie to musi być straszne, mieć piękne ciało, urodę i pieniądze – pomyślałam, skoro tak często narzekają na te dary znane kobiety.
 
Modelka obnażała swoje życie wewnętrzne na kilku stronach wywiadu, a przyczynę swoich nieszczęść, czyli urodziwe ciało 1,80 m na fotach, które agencja zrobiła w obrzydliwie uroczych miejscach. Z pewnością nie były to polskie krajobrazy, tylko na oko klimaty z drugiej półkuli ziemskiej. Ach, naprawdę bohaterka wyglądała na skatowaną psychicznie, gdy tak smutno patrzyła w horyzont oceanu i nie widziała wokół siebie luksusowych wnętrz oraz przystojniaków wgapionych w nią jak sroka w gnat. Na twarzy ślicznotki prawie było widać walkę wewnętrzną, którą musi ze sobą toczyć, gdy codziennie ogląda w lustrze swoją twarz - młodszą o 15 lat od metryki. To w końcu jakieś marne powody do zadowolenia. Czy przeciętni ludzie wiedzą jak trudno pogodzić codzienne obowiązki bizneswoman z wizytami w gabinetach odnowy, wyjazdami do spa i zakupami drogich kosmetyków? Nie mają pojęcia jakie to ciężkie życie. Z rubryki towarzyskiej wynika, że liczne godziny musi piękność spędzać także na prezentacjach nowych preparatów do pielęgnacji urody. Po prostu koszmar.
 
 
Myśl o modelce towarzyszyła mi przez kilka przedświątecznych dni. Zresztą ona nie jest wyjątkiem. Choroba narzekania nie omija innych postaci znanych, pięknych i bogatych. Mało kiedy usłyszymy od nich, że są zadowoleni z życia i z tego, że los im sprzyja.
Podobnie jak reszta Polaków. Wkładamy ogromny wysiłek w malowanie swojego losu w czarnych barwach, spędzamy godziny na wyliczaniu ciemnych stron życia osobistego i zawodowego. Narodowe psioczenie wspierają publicznymi zwierzeniami i modelki, i politycy.
Ostatnio jeden z senatorów naszego parlamentu w ujawnionym przez dziennikarzy nagraniu obnażył marną wegetację, na którą jest skazany pełniąc obecne obowiązki. Był załamany nędzną miesięczną pensją 8 tys. zł i ohydnym zakwaterowaniem w hotelu. Nic tylko współczuć. Sam sobą się wzruszył, bo po aferze z tą wypowiedzią w prywatnej jego rozmowie, oficjalnie przedstawił już do kamery zupełnie inną wersję - praca senatora stała się misją, a warunki spania zupełnie obojętne. Prawdziwym powodem do narzekania był w tej historii fakt, że wybieramy tak obłudnych typów do parlamentu i oni decydują o tym, w jakim kraju będziemy żyć.
 
Ciężki los modelki jest mi bliższy, niż męki senatora. Częściej mi ostatnio przychodziła na myśl, choć w bardzo różnych kontekstach. Na przykład wtedy, gdy wczesnym rankiem parząc kawę, przyglądałam się przez okno jak dwie kobiety ładowały znicze i sztuczne kwiaty do samochodu, aby je sprzedawać przy cmentarzu. Robią to od chyba 10 lat, przez cały tydzień, łącznie z niedzielą. Przez okrągły rok. Skulone z zimna w chłodne miesiące, doskonale zgrane w swoich ruchach. W 15 minut są gotowe i znikają z pola widzenia.
Myślałam też o modelce, gdy słuchałam, jak właścicielka warzywniaka, która sama też sprzedaje, opowiadała ze śmiechem o swoich przygotowaniach świątecznych. Na zapleczu sklepu ugotowała większość potraw, gdy akurat klienci nie zachodzili. – A kiedy mam to zrobić, do 18 pracuję. A tu galaretę nastawiłam, sałatkę pokroiłam, gołąbki zawinęłam – wyliczała kasując moje zakupy. Była zmęczona, ale cieszyła się swoją zaradnością.
Smukłe nogi pięknej celebryty przeleciały mi przez głowę w sklepowej przymierzalni, gdy wcisnęłam się w strój kąpielowy i to był widok, o którym natychmiast chciałam zapomnieć. Wymruczałam niepochlebne opinie o handlowcach, którzy kompletnie nie myślą o komforcie kobiet rozbierających się w ich sklepach. Przecież kupiłyby znacznie więcej, gdyby zobaczyły siebie w apetycznym świetle i o rozmiar mniejsze. Wystarczy trochę inwestycji w aranżację wnętrza i lustra. W końcu modelkę też przygotowują godzinami do zdjęć, żebyśmy potem zastanawiały się, o co jej chodzi, wygląda przecież bosko.
Zapomniałam o modelce, gdy wystawiłam twarz do słońca, które przygrzało w pierwszych dniach kwietnia. Kilka minut pomiędzy obowiązkami warte były więcej niż rejs na jachcie po egzotycznym morzu. Tak czułam. I chyba o to chodzi.
 

Komentarze

*

Dodaj komentarz

  • Autor *
  • E-mail *
  • Komentarz *
  • Przepisz kod (wielkość liter ma znaczenie)