Oceniając zdolność kredytową, banki będą musiały uwzględniać zarówno ich dochody, koszty życia, jak i inne zobowiązania finansowe. Łączna suma miesięcznych rat kredytów i pożyczek nie może przekroczyć połowy dochodów. To znaczy, że ktoś, kto zarabia 3 tys. zł i co miesiąc spłaca 1,5 tys. zł kredytu hipotecznego, nie dostanie kolejnej pożyczki. W przypadku osób wyjątkowo dobrze zarabiających ten próg został podwyższony, tak by raty nie przekroczyły 65 proc. dochodów. Sprawdzając zdolność kredytową, banki mają obowiązek sięgnąć do zewnętrznych baz danych, takich jak Biuro Informacji Kredytowej czy Biuro Informacji Gospodarczej. Muszą też poinformować klientów o ryzyku i wszelkich kosztach kredytu przed jego udzieleniem.
Poza tym Rekomendacja T mówi, że bank, zanim udzieli klientowi kredytu, powinien przeprowadzić tzw. stress test, czyli sprawdzić czy klient będzie sobie radził ze spłatą rat przy niekorzystnych warunkach rynkowych - np. gdy stopy procentowe wzrosną o 4 pkt. procentowe. W przypadku kredytów walutowych banki powinny też przeprowadzać stress test obejmujący konsekwencje ewentualnego osłabienia złotego względem waluty kredytu o 30%.
Rekomendacja T jest reakcją na zbyt luźną - zdaniem nadzoru - politykę kredytową banków. Komisja oczekuje, że po jej wprowadzeniu będą one udzielały mniej ryzykownych kredytów. Bo okazuje się, że mając łatwy dostęp do szybkich pożyczek, zaczęliśmy na kredyt kupować znacznie więcej niż konsumenci z Europy Zachodniej - w Polsce wartość udzielonych przez banki pożyczek ratalnych, gotówkowych, kredytów samochodowych i linii na kartach kredytowych sięgnęła 10,5 proc. PKB, wobec 7,5 proc w krajach "starej Unii". Złe kredyty są obecnie jednym z największych problemów sektora finansowego. Eksperci szacują, że co najmniej 170 tys. Polaków spłaca dziesięć lub więcej kredytów, a łączna wartość ich zadłużenia sięga 20 mld zł. Wiele z tych osób wpadło już w spiralę długu - miesięczne zobowiązania przekraczają ich dochody, więc raty spłacali, zaciągając kolejne pożyczki.
Jakie skutki będzie miało wejście nowej rekomendacji w życie?
Ma ona - zdaniem jej zwolenników - ochronić Polaków przed przekredytowaniem (wzięciem na siebie ciężaru finansowego ponad siły). Według jej przeciwników z kolei - zdusi powoli rozkręcającą się akcję kredytową i dlatego stanowi zagrożenie dla wzrostu gospodarczego.
Zatem czy Rekomendacja T jest krokiem we właściwym kierunku? W moim przekonaniu tak, ale czy jest wydarzeniem przełomowym? Raczej nie. Czy zmniejszy ona znacząco liczbę osób wpadających w spiralę zadłużenia? Nie jestem o tym do końca przekonany...
Choć Rekomendacja T zacieśnia bankom zasady udzielania kredytów, to większość banków już sama wcześniej skorygowała zasady wyliczania zdolności kredytowej. Jak zauważyli jakiś czas temu eksperci jednej z firm brokerskich, tylko pięć banków pod rządami Rekomendacji T będzie musiało zacieśnić politykę kredytową w zakresie kredytów hipotecznych. Pozostałe banki i tak już stosują zasady podobne - lub nawet bardziej restrykcyjne - do tych wynikających z Rekomendacji T. Przy zaciąganiu kredytów gotówkowych relacje będą pewnie nieco inne - w ich przypadku niektóre banki były do tej pory bardziej liberalne, niż przy „hipotekach”. Ale i w tym wypadku intuicyjnie czuję, że tylko nieliczne instytucje finansowe będą zmuszone do znacznego zacieśniania polityki kredytowej. Większość zrobiła to już w czasie ostatnich miesięcy.
Stąd też nie można mówić o tym, iż Komisja Nadzoru Finansowego wprowadza na rynek rewolucyjne zmiany. Raczej mamy tu do czynienia z przypieczętowaniem pewnego trendu. Choć niewątpliwie nadzór ma pewne zasługi w jego kształtowaniu. To, że banki w ostatnim czasie zacieśniły zasady udzielania kredytów, w jakiejś części było zapewne wywołane tym, że nadzór zaczął pracę nad rekomendacją. Ale była to również „zasługa” kryzysu finansowego i rosnącego odsetka kredytów nie spłacanych w terminie.
Dlaczego zaś nie wydaje mi się, by rekomendacja nadzoru rozwiązała problem nierozsądnego zadłużania się klientów banków? Z tej prostej przyczyny, że dziś źródłem kłopotów osób popadających w spiralę zadłużenia nie są tylko banki, lecz przede wszystkim różnej maści firmy pożyczkowe, które udzielają kredytów każdemu, kto się zgłosi, ale biorą za to stawki iście lichwiarskie, które prędzej czy później dobijają klienta. Ich Rekomendacja T nie dotyczy. Co więcej KNF - jak wynika z słów jego przedstawicieli, wygłaszanych przy okazji różnych wywiadów w mediach - wcale nie ma wielkiej ochoty objąć firm pożyczkowych swoją pieczą.
Patrząc na doświadczenia innych krajów, a zwłaszcza Stanów Zjednoczonych, wypada trzymać kciuki za inicjatywę KNF. Z jednym zastrzeżeniem – być może należało jednak podzielić klientów na więcej grup i bardziej zróżnicować maksymalną dopuszczalną wysokość rat, w zależności nie tylko od dochodu, ale też sytuacji rodzinnej czy dotychczasowej historii w Biurze Informacji Kredytowej. Ale sam kierunek zmian jest słuszny – kredyty są dla ludzi, ale nie dla wszystkich tak duże, jakich by chcieli.













Komentarze