Aleksandra Mrozek, Radna Miasta Zielona Góra z ramienia PO, przewodnicząca Komisji Edukacji i Wychowania, dyrektor Społecznego Liceum Ogólnokształcącego Szkoły Przedsiębiorczości i Europejskiego Gimnazjum Społecznego.
Rozmawia Rafał Krzymiński
|
Aleksandra Mrozek,
|
Pani Dyrektor, Jak powinna wyglądać dobra szkoła?
Gdyby była na to recepta, wszystkie szkoły byłyby świetne. Dobra szkoła jest skierowana na ucznia. Bardzo dobra szkoła opiera się na życzliwej współpracy w trójkącie: rodzic, szkoła, uczeń. Należy otwarcie mówić o wzajemnych oczekiwaniach i możliwościach.
To cały przepis na edukację?
Tak, oferta musi być dostosowana do mozliwości ucznia.
Ma Pani szansę spełnić swojego życia i wdrożyć autorskie pomysły na edukację. Społeczne Liceum Ogólnokształcące powstało kilka lat temu. Udało się Pani zrealizować własną wizję szkoły?
Rozpoczęliśmy piąty rok działalności. Za nami dwie matury, zdane z niezłym skutkiem. Nie zrealizowałam jeszcze własnej wizji. To długi proces. Efekt pracy szkoły sprawdza się dopiero na egzaminie zewnętrznym. Mamy wymierne osiągnięcia. W drugim roku pracy nasz uczeń został finalistą olimpiady ekonomicznej zawodów centralnych. Wyłuskałam go z grona zaledwie ośmiu uczniów. W bieżącym roku uczennica powtórzyła sukces kolegi. Olimpiada z przedmiotów ekonomicznych uchodzi za prestiżową. Nie realizujemy w liceum programu z ekonomii, rozwijamy zainteresowania uczniów. Wcześniej sprawdzali się na olimpiadach przedsiębiorczości.
Profil szkoły przedsiębiorczość odnosi się do cech osobowości. Kształtujemy takie cechy charakteru jak: kreatywność, otwartość, innowacja, odwaga, umiejętność podejmowania wyzwań. Przygotowujmy do życia w realiach gospodarki wolnorynkowej. Człowiek przedsiębiorczy jest postrzegany pozytywnie. Moi uczniowie nauczyli mnie powiedzenia, które stosuje w relacjach prywatnych: jest ryzyko, jest zabawa.
W tym roku zostaliśmy nominowani do certyfikatu: szkoła przedsiębiorczości. Niebawem powinniśmy go otrzymać. Wierzę w to, że za kilka lat zajmiemy wysokie miejsce w rankingach.
Życzyłabym sobie też aby do mojej szkoły przychodzili coraz lepsi uczniowie. Wynik pracy szkoły to też możliwości intelektualne ucznia. W naszej szkole są uczniowie bardzo zdolni i tacy, na którymi trzeba popracować. Gdyby wszyscy byli idealni, nauczyciele nie mieliby nic do roboty.
A szkoła prywatna jest lepsza od publicznej?
Nie dzielę szkół na takiej zasadzie. W szkole społecznej dyrektor szkoły ma większą swobodę. To ja decyduję o siatce godzin. Mogę dołożyć kilka godzin z polskiego albo wprowadzić lekcje inwidualne dla zainteresowanych np. ekonomią. Słabsi uczniowie mogą liczyć na zajęcia wyrównawcze. Ostatnio rodzic ucznia klasy pierwszej prosił mnie o dodatkowe lekcje dla uzdolnionego matematycznie syna. Nie ma problemu, chłopiec i dwójka jego kolegów będą uczęszczać na zajęcia rozszerzone z królowej nauk. W szkole publicznej byłoby to nie możliwe. Mała szkoła jest mobilna. Znam wszystkich uczniów. Warto podkreślić, że nasza szkoła to praktycznie zespół szkół wraz z Europejskim Gimnazjum Społecznym. Dzieci, które w szkole podstawowej uzyskały tytuł laureata są zwolnione z czesnego, finalista płaci połowę kwoty. To nagroda za wysiłek.
Powiedziała Pani, że szkolnictwo prywatne jest dyskryminowane w naszym mieście.
To złe słowo. Nie było klimatu dla tworzenia tego typu szkół. To piąta siedziba mojej szkoły. Wcześniej przeprowadzałam się nawet w czasie roku szkolnego. Byłam zdeterminowana.
Nie wątpie.
Każdej szkole życzę takiej siedziby. Obecny prezydent miasta traktuje wszystkie podmioty jednakowo. Cieszyłam się, że w ubiegłym roku miejska inauguracja roku szkolnego odbyła się u nas, w nowo otwartym Europejskim Gimnazjum Społecznym. Uczniowie otrzymali symboliczne prezenty od prezydenta. Miasto wreszcie zauważyło, że szkoły niepubliczne zwiększają ofertę edukacyjną.
Uchodzi Pani za osobę kontrowersyjną, odważną w wyrażaniu często niepopularnych poglądów. Opowiedziała się Pani za szkołami zarządzanymi przez menadżerów, zwiększeniem liczebności klas. Wkłada Pani kij w oświatowe mrowisko?
Owszem. Szkoły zarządzane przez osoby fizyczne to miejskie wizytówki, że wymienię Zespół Szkół Akademickich, Szkołę Podstawową Nr 7. Rozwiązanie to sprawdziło się, a miasto jest częściowo odciążone z kosztów. W przedszkolach prowadzonych przez osoby fizyczne obniżono dzienny koszt pobytu dziecka. Konkurencja podnosi jakość świadczonych usług.
Co do liczebności klas. Moja wypowiedź została przekręcona.
Ma pani szansę sprostować. W jednym z wywiadów powiedziała Pani: „ Czy stać mieszkańców na utrzymanie 15-osobowych klas? Jeśli tak to niech będą takie same w każdej szkole. Ujednolićmy je. Jeśli nie stać nas, podnieśmy limit do górnej granicy. Zaoszczędzimy”. Pani kolega Marek Kamiński mocno zdystansował się od tego pomysłu:”Jest niedorzeczny i niespójny. To co innego niż zapowiada Tusk o małych klasach i wyższych pensjach dla nauczycieli. Nie wiem dlaczego radnej wpadł do głowy taki głupi pomysł”.
Nie zamierzam polemizować z klubowym kolegą. Mamy inne spojrzenie na oświatę. Nic dziwnego ja zarządzam oświatą, pan Marek jest nauczycielem. Błędnie zinterpretował moją myśl i niepotrzebnie opatrzył ją nieeleganckim komentarzem. Przyglądałam się liczebności klas w szkołach publicznych. W niektórych z nich oddziały liczyły po 12-14 uczniów w innych powyżej 30. Nauczyciele powinni mieć jednakowe szanse pracy, a uczniowie warunki do nauki. Małe klasy to dobre rozwiązanie, znam komfort pracy w takich warunkach. Jeśli nas na nie stać, proszę bardzo. Jeśli nie, musimy podjąć niepopularne decyzje i zobligować zarządzających szkołami do sensownej rekrutacji uczniów. Twórzmy oddziały wtedy, jeśli spełniają warunek ilościowy. Związki zawodowe przekręciły moją wypowiedź. Chodzi o racjonalność. Nie jest prawdą, że chciałam sobie nagonić uczniów do swojej szkoły, która oferuje mniejsze oddziały.
Związkowcy, podnosili argumenty, że w przypadku łączonych klas będą zwalniani nauczyciele.
Mamy niż demograficzny. Dyrektor szkoły czasami musi podjąć się niewdzięcznej roli i wypowiedzieć pracę nauczycielom. Zatrudnienie zależy od naboru. Ma Pan umowę w miejscu pracy do końca życia?
Nie.
Ja też nie. Niech decyduje rynek.
Związki zawodowe, chyba za Panią nie przepadają.
Szanuję związki zawodowe, ale zostawmy, co boskie bogu, a co cesarskie cesarzowi. Łatwo stawia się żądania, tylko trzeba móc je zrealizować. Zapomniano o tej zasadzie choćby przy przyznawaniu nagród oświatowych prezydenta. Zostały przyznane przez komisję zdominowaną przez związkowców. To nieporozumienie. Ciało doradcze jest potrzebne, ale w takich proporcjach żeby nauczyciele nie związkowcy też mieli coś do powiedzenia.
Wracając do miejskiej polityki oświatowej. Dlaczego sprzeciwiła się Pani rejonizacji szkół?
Jestem za swobodą wyboru. Pan jako rodzic wybiera dla dziecka szkołę nr 10, a pana rejon odpowiada numerowi 5. Dlaczego mam pana na siłę przyporządkować do tego rejonu? Szkoły, które obserwują tendencję spadkową, jeśli chodzi o nabór powinny zawalczyć o ucznia, a nie oczekiwać, że przekażemy im uczniów z rozdzielnika. Oczywiście ustawa nakazuje szkołom najpierw przyjąć dzieci z danego rejonu. O pozostałych wolnych miejscach powinien decydować rynek.
Podoba się Pani polityka oświatowa miasta?
Nie czas na podsumowania. Ubiegając się o mandat radnej wiedziałam, że będę pracować w komisji edukacji. Mam inne spojrzenie na oświatę. Różnimy się w poglądach z wiceprezydent Haręźlak. W wielu kwestiach znalazłyśmy jednak płaszczyznę porozumienia. Rozwiązaliśmy problem Zespołu Szkół Specjalnych Nr 1. Przenieśliśmy siedzibę szkoły, aby dzieci nie musiały uczyć się w piwnicy. Wymagało to likwidacji gimnazjum Nr 5. Zlikwidowaliśmy zaniedbany internat Zespołu Szkół Ekonomicznych. Znaleźliśmy godną siedzibę dla Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej. Wprowadziliśmy standardy dotyczące zatrudniania pracowników administracji i obsługi. Przeprowadziliśmy reorganizację sieci gimnazjów. Te niepopularne zadania wymagały licznych konsultacji. Nieskromnie mówiąc mam w tym duży udział. Lansuję zmiany narażając się na ostrze krytyki.
Czy dlatego nie została Pani kuratorem?
Nie otrzymałam oficjalnej propozycji. Jestem konsekwentna, nie wyobrażam sobie abym mogła porzucić moją szkołę. Chciałabym, aby za kilka lat moja placówka zajmowała wysokie miejsce w rankingu. Gdyby przeliczyć uczciwie, finalistów i laureatów olimpiad na liczbę uczniów jesteśmy pierwsi.
Pani szkole nie dawano większych szans.
Zgadza się, dlatego się uparłam.
Pani Dyrektor czy nauczyciele są leniwi intelektualnie?
Mam dobre zdanie o nauczycielach, ale reguły gry muszą być jasne. Mimo karty nauczyciela rozstawałam się ze złymi pedagogami.
Zniosłaby Pani kartę nauczyciela?
Karta nauczyciela to anachronizm. Są lepsi i gorsi nauczyciele. W myśl zapisów karty i biorąc pod uwagę parasol związkowy chcąc pozbyć się słabszego pedagoga musiałabym przyłapać go na pijaństwie w pracy. Awans zawodowy nauczycieli jest śmieszny. Bardzo się spauperyzował, każdy może go otrzymać, wystarczy swoje odczekać w kolejce. Certyfikat ISO też dostaję się na trzy lata. Nauczycielem dyplomowanym zostaję się po dziesięciu latach i można przetrwać do emerytury. Najważniejszy jest uczeń, potem jego rodzic, na końcu nauczyciel. Związki zawodowe odwracają tą kolejność. U mnie płaca nauczyciela zależy od oceny jego pracy a nie stopnia awansu zawodowego.
Zniosłaby Pani dwumiesięczny urlop nauczycielski?
Nie zawód nauczyciela jest bardzo wyczerpujący. Potrzebny jest czas na doładowanie akumulatorów.












Komentarze