Podpatrywano sąsiadów i od nich uczono się bardziej lub mniej udanych sposobów gospodarowania, handlu, prowadzenia domu czy spędzania wolnego czasu. Dzisiaj dzięki upowszechnieniu środków masowego przekazu horyzonty poznawcze wszystkich ludzi znacząco się poszerzyły.
Również bierzemy przykład z naszych sąsiadów, jednak niekoniecznie muszą oni mieszkać za płotem, lecz nawet na drugim krańcu globu. O ile w wymianie treści kulturowych nie ma nic złego, to jednak osobiście odnoszę wrażenie, że zamiast przyswajać to, co u innych jest dobre i wartościowe, my kopiujemy to, co jest byle jakie, nie przedstawiające sobą nic godnego naśladowania, a nawet jeśli staramy się zaadaptować na naszym gruncie coś wartościowego, to odbywa się to zazwyczaj tak nieudolnie, że w najlepszym razie wychodzi z tego coś niezbyt strawnego.
Mam tu na myśli przede wszystkim to, co serwuje nam telewizja. Mamy „Nianię Franię” wzorowaną na serialu z Fran Drecher, Kiepskich wzorowanych na Bundych, mamy polskie odpowiedzi na „Brzydulę Betty”, „Seks w wielkim mieście”, „Ally McBeal”, „Ostry dyżur”, „Dance with Stars”, „Step up” przykłady można by wymieniać praktycznie bez końca. Ostatnio chodzą słuchy o planach realizacji polskiej wersji „Gotowych na wszystko”. Natomiast pewne jest, że ofiarą naszych filmowców padł już brytyjski serial „Hotel Babylon”. Każdy z wymienionych tytułów wchodząc na ekrany był swego rodzaju fenomenem, czymś nowym i świeżym. Jednakże w polskim wydaniu są to co najwyżej odgrzewane kotlety. Poza tym, gdzie się podziały te piękne czasy, kiedy hollywood’cy filmowcy chcieli nakręcić swoją wersję naszego „Killera”. Jakby tego było mało, mieliśmy też polskich Backstreet Boys i polskich Beckhamów. Czasami odnoszę wrażenie, że polskie gwiazdeczki, którym tabloidy przypisują dumne miano celebrytów nie mając możliwości dorównania zagranicznym kolegom poziomem osiągnięć zawodowych starają się dorównać im ilością skandali, kontrowersyjnych wypowiedzi i zachowań. Bardzo mało natomiast słychać o ich działalności społecznej, charytatywnej, a nawet jeśli ktoś się temu poświęca, jak Anna Dymna, czy Ewa Błaszczyk, to nie spotyka się to z tak wielkim zainteresowaniem mediów jak kolejny występ taneczny braci, których jest dwóch, mimo że tylko jeden.
Zdarza mi się oglądać amerykańskie talk-show, w których znani i lubiani opowiadają o tym, w jaki sposób osiągnęli sukces, co motywuje ich do pracy, w co wierzą i jakimi zasadami się w życiu kierują. Na próżno szukać czegoś takiego w polskich mediach. Osoby, które robią coś dla innych, mają coś do powiedzenia, a przy okazji jakiś cel poza robieniem wokół siebie szumu, nie są niestety na naszym rynku „chodliwym” towarem.
Z zachodu wzięliśmy również fascynację hip-hopem, który w Stanach Zjednoczonych jest wytworem przestępczych mniejszości rasowych z tamtejszych gett. Żeby nasi rodzimi raperzy nie czuli się gorsi, w miejsce kultu czarnych dzielnic wprowadzili kult blokowiska.
Kolejno mamy całą rzeszę osób znanych z tego, że są znani. W medialnym świecie istnieją oni tylko po to, aby robić z siebie pośmiewisko, im większe tym lepiej dla producentów i całej masy zblazowanych telewidzów, i jednocześnie tym gorzej dla osób, które chciałyby, aby pokazano im coś wartościowego.
Śmiać mi się chce (choć jest to śmiech przez łzy) kiedy widzę, że naród z tysiącletnią tradycją za wszelką cenę stara się naśladować wszystko co zrobią nasi przyjaciele zza wielkiej wody, których historia, dla porównania, liczy sobie niewiele ponad 2 stulecia. Wiadomo, że niektórzy dziecinnieją na starość, jednakże warto zadać sobie pytanie czy naprawdę kulturowo, a przede wszystkim medialnie chcemy być takim zdziecinniałym narodem?
Z drugiej strony jednak nie dziwię się, że przeciętny obywatel naszego kraju martwiący się o to, jak przeżyć od wypłaty do wypłaty, nie ma ochoty po pracy spędzać wolnego czasu oglądając teatr telewizji czy produkcje spod znaku Zbyszka Cybulskiego i kina moralnego niepokoju, a chce jedynie oderwać się od szarej rzeczywistości. Refleksji, zmartwień i zadumy ma on dość na co dzień, więc w wolnych chwilach potrzebuje jedynie niezobowiązującej rozrywki, która sprawi, że spłyną z niego nagromadzone w ciągu dnia stres i zmartwienia. Nie ma w tym nic złego, w końcu każdy lubi coś innego. Jednak każdy powinien mieć również wybór, którego w moim odczuciu polski telewidz ostatnio nie ma.
Aby zakończyć optymistycznie, mam nadzieję, że wkrótce osoby odpowiadające za propagowanie różnych treści w mediach przestaną się oglądać na innych i zamiast haseł typu „Diabeł ubiera się nie tylko u Prady” (slogan reklamujący kolejny polski „hit” „Miłość na wybiegu”) będą im przyświecały słowa, że „Polacy nie gęsi, i swoje pomysły mają”. Tego sobie i Państwu serdecznie życzę.












Komentarze
Wysilmy sie trochę ;) między innymi po to, by poźniej można było zdecydowac, co chce się oglądać w tv.