Rozmowa z Prof. dr hab. Czesławem Osękowskim, rektorem Uniwersytetu Zielonogórskiego.
Prof. dr hab. Czesław Osękowski, rektor Uniwersytetu Zielonogórskiego. Jest to już druga kadencja (2008/2012). Z wykształcenia historyk i politolog. Członek Komitetu Nauk Historycznych PAN. Znawca historii politycznej Polski, zwłaszcza losów pogranicza i stosunków polsko-niemieckich w XX wieku.
Rozgłos przyniosła mu książka „Wybory do Sejmu z 19 stycznia 1947 roku w Polsce”, w której ukazał kulisy sfałszowanych przez komunistów wyborów i poprzedzającego je referendum w 1946. W 2001 r. otrzymał prestiżową nagrodę historyczną tygodnika „Polityka” - książka ta została uznana za najlepszą książkę historyczną w Polsce. Prywatnie szczęśliwy mąż, ojciec i dziadek.
Panie Rektorze, objęcie zaszczytnej funkcji Rektora Uniwersytetu Zielonogórskiego to chyba ukoronowanie Pańskiej kariery naukowej?
Wybory rektora to nie konkurs, który można wygrać w krótkim czasie. Kandydat musi spełniać warunki formalne, posiadać predyspozycje organizacyjne i niemałą wiedzę z szeregu dyscyplin, choćby z ekonomii czy prawa pracy. Oczywiście, należy też być docenianym przez społeczność akademicką i to we wszystkich grupach zawodowych: profesorów, adiunktów, studentów i administracji. Piastowanie tej funkcji to dla mnie wielki zaszczyt i osobisty sukces. Na rektorze ciąży jednak olbrzymia presja. Odpowiadam za 1800 pracowników, jak
| Prof. dr hab. Czesław Osękowski |
również kilkanaście tysięcy studentów, których trzeba przygotować do życia w sposób praktyczny. Problemów nie brakuje: kryzys w gospodarce, niż demograficzny. Poza tym weszliśmy do UE. Nie byliśmy przygotowani na szereg zmian ilościowych i jakościowych. Polskie szkolnictwo, również wyższe, musi dopiero przystosować się do unijnych standardów.
A co Pan poczytuje za swoje największe osiągnięcie?
Myślę, że największym moim sukcesem jest bezpieczne przeprowadzenie uczelni przez bardzo trudną sytuację materialną, w której znaleźliśmy się w 2005 roku. Program oszczędnościowy pozwolił nam zażegnać największy kryzys.
Mimo dużych trudności finansowych, utworzyliśmy w tym czasie dziesięć nowych kierunków kształcenia, w tym cztery inżynierskie. Konkurencja jest jednak duża. Szkoły wyższe działają juz nie tylko w Zielonej Górze ale też w: Sulechowie, Polkowicach, Żarach, Głogowie, Gorzowie, Legnicy. Myślę, że w tych warunkach z rekrutacją radzimy sobie nie najgorzej. Konsekwentnie realizujemy też program inwestycyjny. Warto wymienić tu m.in.: siedzibę Wydziału Inżynierii Lądowej i Środowiska, budynek Rektoratu, Akademicki Inkubator Przedsiębiorczości, którego działalność do dziś jest współfinansowana przez Urząd Miasta. Wypracowaliśmy też świetną koncepcję Parku Naukowo-Technologicznego. Liczymy na to, że ta inwestycja pobudzi gospodarkę regionu. Pozyskaliśmy również pieniądze z funduszy unijnych na przebudowę akademika „Wcześniak” i budowę biblioteki uniwersyteckiej. Już przystępujemy do realizacji tych inwestycji.
Czy w związku z tym Pan Profesor czuje się człowiekiem spełnionym?
Jestem zadowolony z życia. Może nieskromnie, ale uważam się za człowieka sukcesu pod każdym względem: materialnym, naukowym, zawodowym, rodzinnym. Sukces nie przyszedł mi łatwo, został podparty latami ciężkiej pracy.
A gdyby maszyna czasu cofnęła Pana do klasy maturalnej, znów wybrałby Pan historię?
O mało nie zostałem lekarzem. Po szkole średniej zostałem przyjęty na Wojskową Akademię Medyczną w Łodzi. Wybrałem jednak inny model życia i nie żałuję tego. Gdybym mógł, ukończyłbym tylko jeszcze drugi fakultet. Z informatyki, bo jestem praktyczny.
Co fascynującego jest w historii?
W historii pasjonujące jest sięganie w przeszłość. Nie ograniczam się jednak wyłącznie do tej jednej dyscypliny naukowej. Przedmiotem moich zainteresowań jest np.: ekonomia czy prawo pracy. Lubię też kontakt ze sztuką, przyrodą. Interdyscyplinarność to wymóg cywilizacyjny.
Od lat jest pan namiętnym kolekcjonerem pamiątek z Gubina. Jaką magię ma to miasto?
Chyba każdego człowieka fascynuje jego mała ojczyzna. Gubin to moje miasto, tam się urodziłem. Ale zbieram pamiątki nie tylko z Gubina, również z Zielonej Góry. Mieszkam tu i pracuję od 26 lat i czuję się związany z tym miastem. Można kolekcjonować znaczki, fotografie lub pieniądze. Ja wybrałem pocztówki.
Ma Pan pokaźną kolekcję?
Ponad 1500 sztuk, z czego z Gubina ok. 400.
Czuje się Pan gubinianinem czy zielonogórzaninem?
Zdecydowanie zielonogórzaninem.
Ma Pan ulubione miejsce w naszym mieście?
Lubię pospacerować po rynku i pójść do muzeum.
Skoro jesteśmy przy tematach bliskich sercu każdego zielonogórzanina. Jest Pan kibicem Falubazu.
Cieszę się jak nasi żużlowcy wygrywają, ale nie byłem jeszcze w tym roku na meczu. Mimo wielu zaproszeń od prezesa Roberta Dowhana.
Prywatnie jest Pan?
Szczęśliwym mężem, ojcem dwójki dorosłych dzieci i dziadkiem czteroletniej wnusi. No i nie mniej szczęśliwym posiadaczem psa Labradora.













Komentarze