O czym teraz rozmawiamy i na jakim temacie zejdzie nam czas jeszcze do września? O urlopach. Dlatego w ostatniej chwili zmieniłam temat tego felietonu, poprzedni odłożyłam do jesieni, aby teraz chwilę zatrzymać się nad męczącym czasem przed i po wolnych od pracy dniach.
Temat zmieniłam także dlatego, że akurat piszę w taki właśnie wolny dzień od pracy. Nagle znalazł się jeden wolny dzień. Mija godzina 11.00, i myślę, co dalej, jak go spędzić? Tyle zaległych spraw, a jednocześnie ogromna pokusa, aby czas sam płynął bez żadnego planu. Co da mi więcej zadowolenia – czy wykreślenie kolejnych punktów na liście „ ważne i nie załatwione”, czy wprowadzenie w życie słów: mam wolne i wszystko w nosie?
Drugą opcję i tak już nadgryzłam, bo rano pojechałam na basen – pierwszy raz w tym roku na odkryty – i poranek w wodzie, bez tłumów, w pięknym słońcu, dał mi naprawdę sporo radości. Poza tym usiadłam do poczty mailowej, a teraz piszę. Mam jednak wciąż szansę przyjemnego zmarnotrawienia pozostałej części dnia.
Pół na pół
Myślałam o tym, gapiąc się przez okno na srokę. Przypomniałam sobie scenę z filmu. Jest sobotni poranek. Para leży w łóżku. Przytulają się. Ona: - Długo tak będziemy leżeć? On: - Jest sobota. Wolny dzień. Ona: - Jedyny naprawdę wolny i dlatego muszę zrobić pranie, iść na ćwiczenia, zrobić zakupy. Pójdziesz ze mną do pralni? Nie? Tak myślałam. No dobrze, leżymy najwyżej pół godziny.
Mój dzisiejszy wybór będzie tylko moim. Pewnie pójdę na kompromis. Zrobię zakupy, przejadę coś ścierką w domu, może jakieś prasowanie? Ale jeszcze poszukam jakiejś przyjemności tylko dla siebie – rower, kino? Coś się znajdzie. Jeden dzień wolny to stanowczo za mało, aby w całości go przeznaczyć na medytacje. Wtedy zaległości zaduszą mnie w nadchodzącym tygodniu. Wybieram więc ekonomiczne podejście, tak aby bilans wyszedł na plus. Ogarnę trochę obowiązków i pobyczę się, chociaż spoglądając na zegarek.
Bez kompromisów
Zgadzam się z różnymi poradnikami, że urlop może być jeszcze większym stresem niż praca. Kiedy? Jeśli rzucimy się na ten wolny czas jak na jedyną okazję do: nadrobienia kontaktów rodzinnych i przyjacielskich, odłożonych na bok pasji, zdobycia nowych umiejętności, przeżycia jak największej liczby przygód, wrażeń i zobaczenia nowych miejsc. I wszystko to, aby czuć się doskonalszym, bardziej na czasie, bez poczucia winy. Sto różnych wyjaśnień, aby uzasadnić to dramatyczne dążenie do zepsucia sobie najmilszych dni w roku. Jest oczywiście sytuacja, gdy te plany tylko nam służą. Warunek jest jeden do spełnienia - brak przymusu. Bo niektórzy uwielbiają się zamęczać, a nawet dręczą tym towarzystwo. Dlatego trzeba je dokładnie przemyśleć przed wyjazdem, lub być pewnym swojej asertywności. Nieraz widziałam straszne wakacyjne sceny wewnątrz rodzin i między znajomymi. On, napalony na zwiedzanie, układał szczegółowy plan codziennych wycieczek, zupełnie nie do zaakceptowania przez nią. Bo ona wolała kompletny luz i jeden zabytek na tydzień. Między nimi plątały się dzieci, coraz bardziej zdezorientowane kłótniami rodziców. Awantury wybuchały co chwilę, z byle powodu. Podobne problemy potrafiły skutecznie podzielić bliskich dotąd przyjaciół. A po powrocie z wakacji mówili zgodnie: - Razem na urlop? Nigdy więcej.
Przede wszystkim tolerancja
Co się sprawdza na urlopie? Z serca płynąca wyrozumiałość dla siebie i innych. Wtedy ani siebie nie zamęczamy wyrzutami sumienia (że marnujemy urlop – brzmi jak bzdura, ale niektórzy mają
takie podejście), ani innych swoimi pomysłami na wypoczynek. Bo, że posłużę się cytatem z Tukidydesa (starożytnym bardziej dowierzam w przemyśleniach, bo nie znali internetu): „Podstawą szczęścia jest wolność, a podstawą wolności odwaga”. Najpierw więc potrzebna jest odważna decyzja, czasem odmowa: „Nie, ten urlop spędzę tak, jak chcę”. Dla większego komfortu swojego i innych, lepiej ustalić to wcześniej, a nie już po przyjeździe na miejsce. Wtedy na pewno dojdzie do konfliktu. Poza tym, podkreślę to, bo jest to miesięcznik konsumencki, kłótnie na wakacjach zawsze więcej kosztują. Nerwów i pieniędzy. Zwłaszcza, gdy po powrocie podliczymy wydatki i okaże się, że nie wypoczęliśmy tak jak marzyliśmy przez cały rok.
Życzę wspaniałych wakacji!












Komentarze