Piątek, 18 Maj 2012-Feliksa i Aleksandry
TwójRynek Zielona Góra

Twój Rynek 5/2009

Jeśli dostajesz szansę, to znaczy, że jesteś na nią gotowy
Dziś rozmowa z Filipem Czeszykiem, zielonogórskim choreografem, który od piętnastu lat z wielkim powodzeniem prowadzi Studio Tańca „Trans” i dodatkowo od I edycji współpracuje z programem „You Can Dance”.
 
Od kiedy na naszych ekranach zagościły programy typu „You Can Dance” czy też „Taniec z gwiazdami”, ich popularność przełożyła się na ilość osób uczących się w szkołach tańca. Czy więcej osób chce tańczyć również hip-hop?
 
Filip Czeszyk podczas zajęć w Studio Tańca "Trans"
Tak, zdecydowanie. To jest odczuwalne przez wszystkich, którzy prowadzą tego typu działalność. Mam kontakt też z osobami z innych miast i faktycznie dziś jest duże zainteresowanie tańcem, a szczególnie tańcem współczesnym i nowoczesnym. I to zapewne też dzięki wspomnianym programom. Od kiedy pojawił się program „You Can Dance” w moim studio liczba uczestników wzrosła dwukrotnie, także jest to naprawdę znaczący wzrost, a nawet powiedziałbym rewolucja.
 
W ogóle jest teraz na świecie dobra koniunktura na tańczenie. Jest to wspaniałe hobby, na nowo odkryte przez ludzi. A jeżeli są takie miejsca – u nas w mieście, w Zielonej Górze – gdzie akurat uczy się profesjonalnie, to nic dziwnego, że młodzi ludzie chcą tu tańczyć – wybierają to, co wydaje się im najlepsze.
 
Zaś wracając jeszcze do czynników popularności tańca, to uważam, że cała ta moda została wykreowana w Stanach Zjednoczonych. To tam pojawiły się ok. 5-6 lat temu produkcje typu: „Honey”, „You got served”, a potem „Step Up” – i to był początek.
Poza tym przemysł muzyczny. Trzeba na to spojrzeć z dystansu. Sprzedaż płyt dziś w zasadzie nie istnieje – wszyscy ściągają muzykę z Internetu. I jakkolwiek to jest nieetyczne, to tak się właśnie dzieje. Młodzi ludzie operują MP3 swobodnie, są w stanie w sieci znaleźć wszystko, co ich interesuje. W konsekwencji artyści przestali zarabiać na płytach, a zaczęli na koncertach i myślę, że przez to cały rynek muzyczny został związany z tanecznym. Cała gałąź została dołączona – jesteśmy częścią tego biznesu.
 
Czy nie dzieje się tak, że do tanecznych „programów” zaczynają iść osoby bez talentu, które chcą mieć swoje 5 minut?
Odnosząca wiele sukcesów grupa SPOKO
 
Niezupełnie. Mówi się, że ilość nie przechodzi w jakość – nie jest to prawda. Właśnie to jest ściśle ze sobą związane. Jeżeli bardzo dużo ludzi interesuje się daną dziedziną, to automatycznie poziom musi wzrastać, choćby dlatego, że odkrywa się więcej talentów. Poza tym natura człowieka sprawia, że dąży on do zaspokojenia swych potrzeb, w tym potrzeby samorealizacji. Działa tu bardzo podstawowy instynkt, i jeśli ktoś już zaczyna się czymś interesować, to będzie dążył do tego, by robić to jak najlepiej można, to jest naturalne i całe szczęście, że tak jest, bo to powoduje rozwój. To jest jedna sprawa.
 
Druga rzecz to otwarcie naszego kraju na świat. Wejście do Unii dało nam swobodę przemieszczania się, a nawet zmiany miejsca zamieszkania. Wielu ludzi, a siłą rzeczy i tancerzy, skorzystało z tego i wyjechało do Francji, Irlandii czy gdziekolwiek. Tamten świat jest oczywiście bardziej na bieżąco z tym, co dzieje się w tańcu, a szczególnie jeśli chodzi o kontakt z artystami i choreografami z najwyższej półki. Tancerze, którzy tam wyjechali przywożą więc kontakty do najlepszych choreografów, których później zapraszają do Polski.
 
Studio Tańca Trans jest bardzo otwarte na nowości. Wciąż zapraszacie gości na warsztaty, prawda?
 
Tak, my staramy się robić to tak często, jak to możliwe. Mamy już czym się pochwalić. Były u nas światowe gwiazdy tańca, choćby Clara Bajdado czy Kimberly Taylor - są to tylko dwa nazwiska, ale nazwiska, które dużo mówią. Warsztaty są po to, by uczyć się od najlepszych. A poza tym pokazujemy, że w takim mieście, jak nasze, też się może coś ciekawego dziać. Najlepszy moment na tego typu inicjatywy, to był oczywiście czas kiedy złotówka była silna. To co mówię może wydać się przyziemne, ale tak faktycznie było. Wtedy mogliśmy sobie pozwolić na zaproszenie najlepszych gwiazd, współpracujących choćby z Madonną czy Basta Rythms.
 
A osoby wyjeżdżające za granice mają dużo większe szanse i możliwości współpracy z takimi tancerzami i przez to ich poziom wzrasta. Jednak nie chciałabym tu tworzyć mitów. Nie jest to tak samo wysoki poziom jak w Stanach. Profesjonalny taniec, dostępność choreografów, zawodowych artystów hip-hopowych – mówię o tym, czym się zajmuję, ale dotyczy to niemal każdej dziedziny – jest nieporównywalna. Tam niemal każdy robi to wszędzie. Niemożliwe jest więc, abyśmy ich doścignęli. Ale tak samo oni nie dościgną nas nigdy w kujawiaku. Po prostu – każdy ma coś swojego i tyle.
 
Gdybyśmy to my tam pojechali, to nie bylibyśmy dla nich zbyt interesujący, a to dla tego, że oni już taki taniec mają. To z jednej strony, a z drugiej zaś jest też tak, że taniec nowoczesny, ze względu na swoją ideę i otwartość na nowe trendy, zupełnie inaczej wygląda w Polsce, a inaczej w Stanach czy w Londynie. Mamy inną wrażliwość, inną energię i to też może być ciekawe dla tych osób, które przyjeżdżają do nas. Wiem o czym mówię, dlatego że robiliśmy pokazy przed choreografami, którzy nas odwiedzali i sami mówili, że takich rozwiązań jak nasze wcześniej nie oglądali. To, że można podejść inaczej do tematu było dla nich interesujące. Widać można wrzucić swoje ziarenko do tego wielkiego kosza, i to jest fajne.
 
Zastanawia mnie, czy lepiej jak tancerze, choćby z YCD, są dobrzy w jednej dziedzinie, czy też lepiej, jak radzą sobie różnie, ale ze wszystkim?
 
Trudno tu wartościować, jednak YCD to zdecydowanie nie jest program dla osób, które są jednostronne i tańczą tylko jeden styl tańca. Większość tancerzy, którzy tu się dostają, ma jednak doświadczenie w rożnych stylach i technikach. A jeżeli ktoś go nie ma, to dość szybko kończy karierę. Natomiast każdy powinien mieć swoją dziedzinę, dlatego że publiczność zapamiętuje tancerzy właśnie ze względu na to, co oni umieją najlepiej.
 
Konieczna w YCD jest też umiejętność szybkiego uczenia się, bo tempo jest zawrotne. Ma się nauczyciela na siedem godzin i trzeba się przez te siedem godzin nauczyć rzeczy, których się dotąd w życiu nie uczyło.
 
Jak w rzeczywistości wygląda przygotowanie kolejnego programu? Ile czasu zajmuje tancerzom praca z choreografem i ułożenie układu?
 
Wydaje się, że mają na to tydzień, ale trzeba zdać sobie sprawę, że w środę w nocy kończy się live, czyli oni są wolni ok. 1 w nocy. W czwartek o 10 zaczynają pracę nad duetami, mają na to półtorej godziny i później pracują nad innymi choreografiami, które są w programie
Mistrzowie Polski w hip-hopie - grupa SPOKO
– myślę o openningu. Na to przeznaczone jest kolejne 2,5 godziny, razem 4 dziennie. Do tego dochodzą zajęcia indywidualne: muszą przygotować swoje solo. Poza tym wciąż nagrywają newsy do programów – te wszystkie zajawki, które tam się pojawiają, kiedyś trzeba zrobić. Poza tym wizyty w szkołach, na basenach – to też jest duża część ich pracy, do której muszą się mocno przykładać. A do tego sesje fotograficzne, wywiady dla prasy.
W rzeczywistości mają oni 7 godzin od czwartku do poniedziałku na pracę z choreografem. A później już są próby do programu w studio. To jest program na żywo, w związku z czym trzeba wszystko bardzo dobrze przećwiczyć na scenie, w warunkach bojowych. I robią to kilka razy w ciągu tych dwóch dni, a nie jest to już czas, w którym coś poprawiają. Na próbach mają tylko przygotować sobie przestrzeń, itd.
 
Mnóstwo pracy...
 
Tak, a trzeba wziąć pod uwagę, że oni są strasznie wyeksploatowani psychicznie, bo świadomość, że taki live będzie oglądać 5 mln ludzi, to jest naprawdę duże obciążenie. Choćbyś nie wiem jak kochał to, co robisz, choćbyś nie wiem jakim zwierzęciem estradowym był, to i tak musisz przezwyciężyć napięcie i maksymalnie się skupić, by nie zrobić błędu. A to jest na żywo – nie można się pomylić. Nie każdy to napięcie wytrzymuje psychicznie. To jest najtrudniejsza dla ich rzecz w całym programie.
 
Uważam, że opanowanie nowego stylu tańca czy nowej techniki, jest jeszcze do przejścia, mimo że też nie jest proste. Tym bardziej, że wciąż zmieniają się nauczyciele i sposób przekazywania wiedzy, a przecież każdy przywykł, do swojego nauczyciela, z którym dotąd pracował. Trzeba być tu niezmiernie elastycznym i otwartym, by złapać sposób kojarzenia nowych trenerów i wciąż funkcjonować na najwyższych obrotach.
 
A ten stres towarzyszący uczestnikom choćby ze względu właśnie na to, że program jest na żywo – czy on nie przeszkadza w tańcu? Nie odbija się na jakości tego, co robią?
 
To są w większości młodzi ludzie i dla nich ten program to w ogóle spełnienie marzeń, w związku z czym, jak myślę, że nikt się nad tym za bardzo nie zastanawia. Oni mają zadanie do wykonania i jeżeli są dobrze prowadzeni, to im się uda je zrealizować. A przy produkcji programu pracują prawdziwi fachowcy, szczególnie jeśli chodzi o mobilizację i pracę mentalną. Nawet sam reżyser doskonale potrafi ich zmotywować. On wie, jak z nimi rozmawiać. A to nie jest takie proste, bo w programie nie chodzi tylko o nauczenie się choreografii.
 
Uczestnicy to przecież młodzi, często jeszcze nie ukształtowani ludzie i nie wiadomo czasami, czego się po nich spodziewać. Ale z drugiej strony przez to, że są młodzi, są też otwarci na przyjmowanie uwag i wiedzy. Nie zacietrzewiają się niewiadomo jak jeżeli coś się do nich mówi, tylko starają się wykonywać swoje zadanie jak najlepiej. I tu jest sprzężenie zwrotne.
 
Genialna jest też sama formuła programu. Oni rywalizują ze sobą, ale jednocześnie są od siebie zależni, ponieważ tańczą duety i losują pary. Nigdy nie wiedzą na kogo trafią i z tego powodu nie mogą demobilizować się czy być dla siebie niemili. Obozy i tak się tworzą, bo to są ludzie i tak jest ze kogoś lubisz bardziej, a kogoś wcale. Ale to nie zmienia faktu, że mają robotę do wykonania. Uczą się więc przy okazji dorosłości.
 
Ja też swoim tancerzom powtarzam, że kiedy wychodzą na scenę to mają zadanie do wykonania, i na tym mają się skupić. Jak jest troje ludzi, to już mogą się stworzyć co najmniej dwa obozy, a jak jest 25 osób w grupie to tych obozów jest znacznie więcej. I tak samo jak w programie – jak jest szesnaścioro tancerzy, to nie może być tak, aby każdy każdego kochał. To jest idea pacy zespołowej, która nie polega na tym, żeby się nawzajem kochać. Trzeba mieć zdolność do realizacji zamierzonych celów – nie bacząc na sympatie i antypatie, na stany emocjonalne i psychiczne w danym momencie. W zespole musisz mieć zaufanie do każdej osoby, która ten zespół tworzy, ponieważ powierzasz jej część swojej pracy i musisz wiedzieć, że ona zrobi to dobrze, bez znaczenia, czy ciebie lubi i czy Ty lubisz ją.
 
Choreografom też udziela się ten stres?
 
Zdecydowanie. Od tego nie da się uciec. Dla mnie to było najtrudniejsze. W ogóle zdecydować się na udział w programie na samym początku... Mówię o pierwszym programie, pierwszej edycji – to była trudna decyzja, chyba z tego powodu właśnie, że cała branża to ogląda. A ludzie nie zawsze są życzliwi.
 
To jest zawód artystyczny, który zawsze podlega ocenie. Mamy internet, wolne media, każdy może na forum napisać co mu się tylko chce. Nie bacząc na to, co widział albo... jaką ma wiedzę do tego, by oceniać. Tym akurat nie należy się przejmować, jednak cała branża, wszystkie zespoły, które spotykamy na turniejach, choreografowie tych grup obserwują to, co się dzieje w programie, oceniają człowieka i to co robi.
 
Ale to jest taka praca – jeśli nie chcesz być oceniany, to nie wchodź na scenę. Ja już się trochę do tego przyzwyczaiłem, ale też mam zasadę. Jeśli nie jestem gotów by coś zrobić, to po prostu tego nie robię. Tego się nauczyłem przez lata. Nawet jeśli byłaby to rzecz, na którą czekałem przez całe życie, ale zdarzyła się w najsłabszym dla mnie momencie, to tego nie robię. Z drugiej strony uważam, że życie nie przynosi nam czegoś, czemu nie jesteśmy w stanie podołać. Jeśli nie jesteś w stanie sprostać wyzwaniu, jeśli nie potrafisz zrobić dobrej choreografii do programu, to nikt ci nie zaproponuje, żebyś to robił. Zaprzyjaźniony jogin kiedyś mi powiedział, że jeżeli dostajesz kiedyś jakąś propozycję, to znaczy że jesteś na nią przygotowany. Do ciebie należy tylko czy wykorzystasz tę szansę czy się zablokujesz i pozwolisz się jej zmarnować.
 
Na przykład strachem...?
 
Dokładnie. Strach nas często ogranicza. Nawet teraz jak sobie myślę o moich wahaniach na początku, to były one właśnie efektem obaw: czy mi wyjdzie, czy się uda... Każdy z nas tak reaguje. Ale w wielu wypadkach później taka reakcja wydaje się mocno przesadzona. Teraz sam dostaję informację od producentów, że są zadowoleni z tego co robię. Dają mi w tej chwili najtrudniejsze zadania, czyli warsztaty przygotowujące, wybierające szesnastkę, pierwszy live, który decyduje w dużej mierze o późniejszej oglądalności (bo jeśli pierwszy program jest dobry, to łatwiej ludzi przekonać, by oglądali dalej) i program finałowy. A więc rzeczy obciążone największą oglądalnością, najbardziej prestiżowe. To jest duże osiągnięcie i z tego jestem po prostu dumny.
 
Dziękuję za rozmowę.
 
 

Komentarze

*

Dodaj komentarz

  • Autor *
  • E-mail *
  • Komentarz *
  • Przepisz kod (wielkość liter ma znaczenie)