Piątek, 18 Maj 2012-Feliksa i Aleksandry
TwójRynek Zielona Góra

Twój Rynek 3/2009

Lojalność siedzi w portfelu
Twój Rynek 3/2009Agnieszka Stawiarska Komentarze0 komentarzy
Płacimy w sklepie za to, co jest nam potrzebne, co nam się podoba, ma dobrą jakość, od czego jesteśmy uzależnieni, za to, co jest w dobrej cenie i żeby sprawić sobie lub komuś przyjemność. Na które miejsce wskoczy inna motywacja - narodowość producenta?
Wicepremier Waldemar Pawlak przy okazji kryzysu przypomniał nam o patriotyzmie z ekonomicznym skutkiem.
Wzięłam więc koszyk w rękę i zaczęłam obchód po sklepie spożywczym w poszukiwaniu polskości. Idea była taka - chcę pomóc, dokuczyć kryzysowi i wydać 200 zł na tylko krajowe produkty. Próbowałam nie myśleć o tym, że zwykle podczas zakupów staram się znaleźć złoty środek między dobrą ceną, jakością i tym, co lubię ja i moja rodzina.
 
Od Europy do Afryki
Przy stoisku piekarniczym jestem spokojna. Na pieczywie są etykiety, które dokładnie wskazują wytwórcę i to na dodatek lokalnego. I tak ten towar zwykle kupuję w sklepiku firmowym, bo mam swojego ulubionego piekarza, ale jeśli zdarzy mi się sięgnąć po chleb w sklepie, też świadomie wybieram. Na mięsnym też jest jeszcze nieźle. W większości widzę znajomych mi producentów, ale już pojawia się wątpliwość. Gdybym chciała poprzeć polskich wytwórców tak od początku do końca, to już przy szynce obawiałabym się pomyłki. Nie wiem skąd pochodzi świnka, z której ukręcono wędlinę. Może nie od polskiego rolnika, tylko z wielkiej fermy w Danii, Ameryce Południowej, a może w Polsce, tylko właścicielem jest globalna firma z mieszanym kapitałem? W wędlinach jeszcze nie jest ta praktyka rozpowszechniona, bo tu klienci rzeczywiście często są przywiązani do smaków, lokalnych nazw i chętnie dowiadują się, za co płacą.
 
Dobre, bo polskie
Ale i w Lubuskiem są wytwórcy z lokalną marką, ale zagraniczną własnością. Czy kąsając pasztecik pochodzący z ich firm, pomagam wyjść z kryzysu czy nie? Owszem Polacy mają pracę, dzięki temu, że Francuzi, Niemcy, Amerykanie kupili lub wybudowali u nas swoje fabryki, ale przecież zrobili to nie z filantropii, tylko dla zysku, który zasila firmę z siedzibą… w Londynie. Jej szefowie decydując o otwarciu, rozwoju lub zamknięciu zakładu liczą pieniądze, a nie patrzą na flagę narodową.
Pozycja marki w danym kraju ma znaczenie w momencie zakupu przedsiębiorstwa. Na tym przecież w większości polegała prywatyzacja polskich firm. W pierwszej kolejności i za najkorzystniejsze kwoty sprzedawane były te, które miały produkty znane i cenione przez konsumentów. Tylko skutek jest taki, że w sklepie wkładając do koszyka czekoladę, jogurt, makaron, sok, piwo wybieram polską dobrze znaną mi od wielu lat markę, ale już nie polską firmę.
Kupując żywność mam jeszcze największe szanse na wsparcie krajowego biznesu, ale gdy trafię do sklepu odzieżowego już naprawdę trudno o taką motywację wydania pieniędzy. Tu króluje Azja. Tylko ciuchy i obuwie z górnej półki w wysokiej cenie mieszczą się w grupie krajowych wytwórców. Tylko, że oni, znając przyzwyczajenia klienta, nazywają swoje firmy i produkty w językach obcych. Dzięki temu osiągają większe zyski, bo my chętniej ubieramy się w odzież z metką zagraniczną, choć wyprodukowaną np. pod Gliwicami.
 
Spryciule od wizerunku
Duże sieci handlowe już od kilku lat znalazły sposób na poprawę opinii społecznej o sobie i oswojenie polskiego klienta. Co jakiś czas muszą się zmierzyć z zarzutem bezwzględnego wykorzystywania polskich producentów, pracowników i fałszywych promocji w sprzedaży.
Dlatego chętnie wchodzą w kampanie edukacyjne pod hasłem „sprzedajemy polskie produkty”. Nie mówią, że tylko takie towary można u nich kupić, bo byłoby to zaprzeczenie mechanizmu, który daje największe zyski sieciom. Globalizacja jest podstawą ich działalności. Niemniej jednak biją nas po oczach reklamą zewnętrzną i w samych sklepach - „te produkty są polskie”. Dają nam, klientom wyraźną informację, że popierają naszą produkcję.
Czy ta informacja decyduje o naszych wyborach w sklepie? Jak na razie, z wszystkich badań wynika, że dla większości z nas liczy się cena i jakość. Z tego wniosek, że polscy producenci będą mieli wzięcie wtedy, gdy zagwarantują nam właśnie te dwa warunki - ich towary będą naprawdę dobre i w rozsądnej cenie. Bo mamy jako klienci jeszcze jedną cechę, zdecydowanie silniejszą niż w krajach Europy Zachodniej - nie jesteśmy lojalni wobec producenta. W takich warunkach trudno nas przekonać do wydania pieniędzy tylko hasłem - „kup to, co polskie”.
 
Agnieszka Stawiarska
Gazeta Lubuska
 
 

Komentarze

*

Dodaj komentarz

  • Autor *
  • E-mail *
  • Komentarz *
  • Przepisz kod (wielkość liter ma znaczenie)