Piątek, 18 Maj 2012-Feliksa i Aleksandry
TwójRynek Zielona Góra

Twój Rynek 2/2009

Oby tylko dwa chude lata
Twój Rynek 2/2009Agnieszka Stawiarska Komentarze0 komentarzy
W Polsce badany jest regularnie stopień optymizmu konsumentów. Jednocześnie specjaliści komentatorzy podkreślają, że ogromne znaczenie dla powodzenia i rozwoju gospodarki ma widzenie przyszłości w jasnych barwach. I mamy klincz. Jak zachować pogodny nastrój, skoro niemal każdego dnia od wielu tygodni dostawaliśmy nowe porcje złych wiadomości gospodarczych.
 
Pogoda ducha połączona z racjonalnym nastawieniem na rozwój własnego biznesu ma dlatego tak duże znaczenie, że pod wpływem skrajnych emocji, lęku i zbytniej euforii podejmowane są zwykle złe decyzje. Nie mają one bowiem związku
z trzeźwym oglądem sytuacji, planowaniem opartym na faktach, ale ucieczką przed problemem lub skokiem na głęboką wodę zamiast spokojnym rejsem z kołem ratunkowym pod pachą.

Panika i zysk

Większość z nas patrzy na ekonomię i gospodarkę jak na część życia najlepiej policzalną, bo wyrażaną w liczbach, wykresach, wzorach i procentach. Gdy jednak spojrzeć na niektóre zjawiska z bardzo ludzkiego punktu widzenia, okaże się, że działanie pod wpływem emocji ma tam równie zły wpływ na wynik końcowy, jak w innym sferach naszego życia. Weźmy choćby załamania giełdowe. Początkiem zawirowań zwykle jest konkretne wydarzenie w jakiejś branży. Jak choćby kryzys finansowy w USA. Zaraz jednak po faktach następują reakcje właścicieli. Niedobre wiadomości napędzają kolejne decyzje sprzedaży, wycofywania się, zamiany. Aż pojawia się panika i wreszcie spekulacje. Gdy jedni wariują ze strachu o oszczędności życia lub kapitał firmy, inni ze spokojem pokerzysty wykorzystują te lęki. 

Przyczajeni na okazję

Nie ma takiego kryzysu, na którym wszyscy tracą. Zawsze ktoś zyskuje. Najszybciej ci, którzy mają wolny kapitał. Wykorzystują go do szybkich inwestycji na różnicach kursów walut, spadających cenach nieruchomości, wykupie upadających firm i wyprzedawanego majątku. A taki z pewnością się pojawi, bo już w trudnej sytuacji są deweloperzy. Oni pierwsi w Polsce zaczęli składać wnioski o upadłość i zwykle za sobą ciągną firmy budowlane. W przypadku naszego kraju i województwa
tę branżę, ale tylko w pewnych specjalizacjach, może ochronić napływ euro z funduszy unijnych, szczególnie z programów
na inwestycje i przygotowania do Euro 2012. Ale na razie to tylko przypuszczenia, bo wszelkie przewidywania wpływu amerykańskiego kryzysu finansowego na sytuację w Polsce mają charakter zwykłego gdybania. Prognozy z października 2008 nie mają nic wspólnego z obecnym czarnowidztwem. Jeszcze chwila, a zaczną one mieć uboczne skutki w postaci nieracjonalnych decyzji biznesowych, bo teraz w wypowiedziach szefów firm panują bardzo zmienne nastroje.

Mały i wrażliwy

Na pewno w kość nam już dały bliskie związki i zależności z krajami Unii. Spadek ich konsumpcji natychmiast odbił się na sytuacji finansowej naszych przedsiębiorstw. Lubuskie firmy branży motoryzacyjnej, które w ostatnich latach przeżywały fantastyczny rozwój, teraz żyją w strachu, ograniczają lub nawet likwidują produkcję. Na pewno odczujemy te zmiany za kilka miesięcy, bo w mniejszych miastach takie zakłady miały decydujący wpływ na życie ludzi - ich być, albo nie być.

W Lubuskiem możemy szybciej odczuć gorszą sytuację gospodarczą, bo taką prawidłowość było widać już w drugiej połowie lat 90. Na pocieszenie mogę dodać, że też i wyjście z kryzysu widać u nas szybciej niż w bardziej zamożnych regionach.
Ta wrażliwość wynika pewnie ze struktury biznesu, który w większości działa w usługach i handlu. Tam szybko widać mniejsze możliwości finansowe mieszkańców. Są to przeważnie malutkie biznesy, które wprawdzie są podatne na kłopoty, ale też potrafią szybko zmienić zakres działalności. Średnie i duże zakłady są zwykle w kooperacji z europejskimi firmami. Robią fragment czegoś, co jedzie dalej i jest wmontowane w coś większego lub sprzedawane w pakiecie. Jeśli końcowy produkt ma mniejszą klientelę, cięcia dotyczą wszystkich, którzy robią podzespoły. Trudno znaleźć im innego odbiorcę, bo wiążą ich umowy i specyfika produkcji. Z kolei największe zakłady bardzo odczują wzrost cen prądu, bo nie są one regulowane, a sprzedawcy energii windują stawki, ile się da.

Na rynku jest mniej ofert pracy, do urzędów pracy są zgłaszane zwolnienia grupowe, a 70 proc. mieszkańców Lubuskiego jest zadłużonych. Zaczęliśmy żyć na kredyt. Gdy zabraknie wypłat na ich regularną spłatę, banki zaczną windykację. Na litość nie można liczyć. Trzeba więc szukać dodatkowych dochodów. Nie będzie to łatwe. Tym razem emigracja już nam nie pomoże. Na Zachodzie nie potrzebują nas w takiej liczbie, jak zaraz po wejściu Polski do Unii.
Naprawdę trudno zachować w takiej sytuacji pogodne nastawienie do przyszłości. Niektórzy specjaliści przebąkują coś
o dwóch trudnych latach. Spróbujmy uwierzyć w te prognozy.
 
Agnieszka Stawiarska

Komentarze

*

Dodaj komentarz

  • Autor *
  • E-mail *
  • Komentarz *
  • Przepisz kod (wielkość liter ma znaczenie)