Dziś o zielonogórskiej oświacie. W pewnym sensie o konflikcie, który może dotknąć wielu rodziców i uczniów. Jako oświatowy konsument chciałbym przy okazji przypomnieć, że dyskusje w naszym mieście dotyczą zwykle ilości szkół, ich organizacji, zwalnianych nauczycieli, ale już o poziomie nauczania takich gorących dyskusji nie ma.
Za mało uczniów
Rozmowa z WIOLETĄ HARĘŹLAK,
wiceprezydent Zielonej Góry
wiceprezydent Zielonej Góry
Dlaczego chce Pani ograniczyć nabory uczniów do szkół ogólnokształcących? Czyżby miasto chciało, aby uczniowie gimnazjów składali papiery do szkół zawodowych zamiast do ogólniaków?
To nieprawda. Powód jest prozaiczny. Mamy do czynienia z niżem demograficznym. Jest on już widoczny w naszych gimnazjach. W tym roku szkoły te opuści 150 uczniów mniej niż w ubiegłym. A tendencja spadkowa z roku na rok będzie wzrastała.
I to jest ten powód zmniejszania liczby oddziałów w ogólniakach?
Tak. Od nowego roku w szkołach ponadgimnazjalnych będzie 91 oddziałów. To powinno wystarczyć zarówno naszych uczniów, jak i tych spoza Zielonej Góry.
A gdyby zachować status quo w liceach?
To wtedy, aby zapełnić zielonogórskie licea, musimy przyjąć uczniów, którzy na egzaminie gimnazjalnym zdobyli poniżej 80 punktów. W efekcie doprowadzimy do obniżenia poziomu nauczania. Ci uczniowie nie są wstanie w ciągu trzech lat ogólniaka nadrobić zaległości i mają małe szanse na dostanie się na studia. Od razu po szkole wchodzą do grona osób bezrobotnych.
Co jednak z renomowanymi liceami zielonogórskimi. Czy one muszą być karane za to, że jest niż demograficzny. Przecież nie przyjmują do szkoły uczniów, którzy mają 80 punktów na egzaminie gimnazjalnym.
Jeżeli w trakcie naboru do liceów okaże się, że dobre szkoły mają nadmiar chętnych, wtedy zorganizujemy konklawe (w cudzysłowie) i wydamy zgodę na organizację dodatkowych oddziałów w tych szkołach. Jedynym kryterium będzie baza lokalowa i możliwości prowadzenia zajęć w szkole.
A co ze szkołami, których nie jesteście organem prowadzącym?
Tam nie ma żadnych ograniczeń. Nie mamy prawa czegokolwiek im narzucać.
Nie obawia się Pani, że część uczniów nie skorzysta teraz z zielonogórskiej oferty edukacyjnej i miasto poniesie wymierne straty w postaci utraty części subwencji oświatowej?
Nie, gdyż od trzech lat notujemy zwiększenie zainteresowania naszą ofertą w szkolnictwie zawodowym i technicznym. Starania dyrektorów o nowych uczniów przynoszą efekt. Co do subwencji, to nie zapominajmy, że do każdego ucznia w ogólniaku musimy dopłacić jeszcze 1200 złotych z naszej kasy. Nie stracimy na tym na pewno...
Dziękuję za rozmowę.
Nie wylewać dziecka z kąpielą
Rozmowa z JACEKIEM BUDZIŃSKIM,
wiceprzewodniczącym Rady Miasta
wiceprzewodniczącym Rady Miasta
Co Pan sądzi o pomyśle władz miasta? Jest pan nie tylko radnym, ale i nauczycielem w jednej z zielonogórskich szkół średnich.
Mnie argumentacja oparta na konieczności utrzymania odpowiednich wyników nauczania do końca nie przekonuje. Nie przypominam sobie, żeby do naszej szkoły został przyjęty uczeń, który miał 80 punktów na egzaminie gimnazjalnym. Jeżeli nawet zdarza się taka sytuacja, są to pojedyncze przypadki. To jest według mnie administracyjna próba skierowania uczniów w stronę techników i zawdówek. I nic ona nie da.
Dlaczego?
Ci uczniowie spoza Zielonej Góry, którzy będą mieli słabszy wynik egzaminu gimnazjalnego, będą składali teraz podania do szkół w Sulechowie czy Kargowej. Tym samym 3400 zł subwencji oświatowej, które idzie za uczniem, zostanie tam,
a nie u nas. Jeżeli te ograniczenia mają dotknąć 200 uczniów, a 50 procent to będą osoby spoza miasta, to stracimy 340 tysięcy złotych.
Jakie więc działania należałoby podjąć?
Po pierwsze: rozreklamować nasze szkoły zawodowe i technika poza terenem Zielonej Góry. Wprowadzić różnego rodzaju stypendia dla uczniów. Obniżyć na przykład ceny w bursie, dać darmowe lub prawie darmowe wyżywienie. Dzięki temu słabsi uczniowie nie będą chcieli uczyć się w szkołach poza Zieloną Górą. Takie działania powinien podjąć jak najszybciej magistrat. A na razie jest antyreklama zamiast reklamy.
W jakim sensie?
Pani wiceprezydent Haręźlak nie wzięła pod uwagę możliwego skutku wypowiedzi na temat ograniczenia naboru do szkół ogólnokształcących. Zaś skutek może być taki, że uczniowie zaczną rezygnować ze składania papierów do ogólniaków. A teraz na dodatek nie możemy im powiedzieć, że mają szanse dostać się do zielonogórskiej szkoły. Sami nie wiemy bowiem, ile będzie oddziałów. Uważam, że magistrat nie przewidział tego, że może wylać przysłowiowe dziecko z kąpielą. Obym się mylił, ale do takiego zjawiska może dojść.
Dziękuję za rozmowę.
Komentarz Roberta Gromadzkiego
Skutki kryzysu nie przez nas wywołanego zaczynają powoli docierać do nas. Jak mgła. I potrzeba będzie dużej ilości wiatru i promieni słonecznych, aby ta mgła się rozproszyła. Nie ma dobrych wieści, a jeżeli nawet się pojawiają, to na krótką chwilę. Na dodatek media zgłupiały. Osoba, która nie ma krytycznego zmysłu, narażona jest na trwałe zszarganie układu nerwowego. W pogoni za sensacją dziennikarze podkręcają wypowiedzi ekspertów czy analityków. Po czym ci eksperci podkręcają atmosferę jeszcze bardziej. Co więc zrobić? Najmądrzejsi radzą czekać. Zachować stoicki spokój i nie wykonywać nerwowych ruchów. Wartość eksperta dewaluuje się bowiem czasami szybciej niż złotówka w stosunku do euro czy franka szwajcarskiego. Z tego kryzysu na pewno wyjdziemy poobijani, ale media i eksperci stracić mogą na wartości jeszcze więcej.













Komentarze