Piątek, 18 Maj 2012-Feliksa i Aleksandry
TwójRynek Zielona Góra

Z życia konsumenta

Nie dla psa kiełbasa (wyborcza)
2010-12-09Wiktor Janus Komentarze0 komentarzy
Za nami kolejne wybory samorządowe w Zielonej Górze. Dla zainteresowanych polityką jest to takie święto, jak dla telemaniaków kolejna edycja „Tańca z gwiazdami”, „Mam Talent” czy innego „Idola”. Każdy bowiem czeka na nowe gwiazdy, nowe układy czy nowe pomysły kandydatów
dzięki którym zaprezentują się nam z jak najlepszej strony albo, co bardziej spektakularne, w jak najgorszym świetle przedstawią swoich rywali. O ile jednak wyniki telewizyjnego show mogą co najwyżej wzbudzać emocje przez parę tygodni po zakończeniu programu, o tyle rezultat wyborów wpływa na życie każdego z nas przez kolejne 4 lata.
 
 
Być szczerym czy menadżerem?
Zielonogórska edycja wyborów samorządowych ma już swoje główne gwiazdy. Są to występujący w rolach głównych oponentów kochający nasze miasto obecny prezydent Janusz Kubicki oraz tropiący jego wpadki niczym Scherlock Holmes poseł RP Jerzy Materna. O innych kandydatach nie piszę, gdyż nikogo nie atakują, nie są atakowani, a przez to „nie nadają się” do współczesnej polityki. Pan Kubicki mimo wielu sukcesów związanych z rozwojem zielonogórskiej infrastruktury, zapisał na swoim koncie kilka wpadek, dzięki czemu może zostać zapamiętany jako człowiek arogancki i kłótliwy. Do takich zdarzeń można zaliczyć m. in. sprawę „pomnika eunucha” czy oświadczenie, że sukcesem jest zlikwidowanie “Bangladeszu” w środku miasta (targowiska przy ulicy Kazimierza Wielkiego) bez uwzględnienia losu osób, dla których “Bangladesz” ten był źródłem utrzymania, a którzy również mają prawo wyborcze. Drugi natomiast wyznaje najwyraźniej zasadę, że zamiast zaproponować wyborcom coś nowego, lepiej udowodnić im jak źle jest teraz i kto jest temu winny. Gdyby ktoś nie pamiętał o „spektakularnych” porażkach Prezydenta Kubickiego, to przypomną mu o tym plakaty wyborcze. Nie można bowiem bagatelizować faktu, że:
  • Zielona Góra została zadłużona na 210 milionów złotych,
  • Na naszym osiedlu wstrzymano budowę przedszkola,
  • Zniszczono piękny deptak,
  • Na jedno miejsce w żłobkach przypada czworo dzieci,
  • W Zielonej Górze nie powstały dobrze płatne miejsca pracy,
  • Prezydent zapomniał o mieszkańcach,
  • Nie zbudowano w mieście wielopoziomowych parkingów,
  • ieloną Górę opuszczają młodzi ludzie,
  • Nie ocieplono budynków mieszkalnych,
  • W naszym mieście nie ma obiecywanego darmowego bezprzewodowego Internetu.
Są to bowiem problemy palące i jeśli nikt nie zajmie się ich rozwiązaniem to Winny Gród rzeczywiście może stać się zaściankiem, w którym mieszkańcy pracują w jednych marketach tylko po to, aby wydać zarobione pieniądze w innych. Jeśli jednak którykolwiek z kandydatów obieca, że rozwiąże chociaż połowę z tych kwestii, to szczerze mówiąc obraża moją inteligencję.
 
Z pustego i Salomon nie naleje
Zarządzanie każdą jednostką administracyjną, od wsi, przez gminę, miasto, powiat po województwo, czy nawet państwo jest zajęciem niezwykle trudnym, a realizacja wszystkich celów jest często po prostu niemożliwa ze względu na brak czasu, wysokie koszty, szereg przepisów, do których bezwzględnie trzeba się stosować, a także opozycję, która w Polsce nie pamięta najwyraźniej o zasadzie, że: „Błędów nie popełnia tylko ten, który nie robi nic.” Załóżmy w tym miejscu hipotetyczną sytuację, w której jeden z kandydatów w obecnych albo którychkolwiek przyszłych wyborach nie obieca wyborcom niczego, w zamian za to zadeklaruje, że zrobi porządek, postara się wyeliminować nieprawidłowości, zmniejszyć dług aby miasto miało solidne podstawy do dalszego rozwoju. Jestem w 90% pewny, że taki kandydat nie wygra wyborów. Wygra ten, który więcej obieca, a jeśli z danego słowa się nie wywiąże i tym samym zawiedzie zaufanie mieszkańców, to tak naprawdę nie będzie to jego, tylko wyborców wina. Dopóki bowiem będziemy się zachowywać wg rzymskiej zasady: „Chcemy chleba i igrzysk”, co w Zielonej Górze mogłoby odpowiadać otwarciu kolejnego marketu i budowie basenu, dopóty nikt kompetentny z konkretną wizją nie wygra żadnych wyborów.
Wymarzoną byłaby sytuacja, w której rada miasta ogłasza co 4 lata przetarg na Zarządcę Winnego Grodu (czyż nie ładnie to brzmi). W odpowiedzi kandydaci przedstawiają coś na kształt biznesplanu dotyczącego działalności przedsiębiorstwa Zielona Góra S.A, na którym opiera się cała kampania. Osoba, która przedstawi najbardziej wiarygodne potencjalne źródła finansowania projektów, które uważa za kluczowe dla poprawy funkcjonowania miasta oraz konkretnie wskaże działania konieczne do realizacji podstawowych celów i zaspokojenia potrzeb mieszkańców powinna zostać zwycięzcą.
 
Film bez happy endu
Niestety chyba wszystkie kampanie wyborcze, jakie pamiętam nie mają szczęśliwego zakończenia w postaci sprawnego i zgodnego rządzenia. Nowe władze dyskredytują stare z zasady, nie kontynuują nawet dobrych pomysłów poprzedników, a gdy ich samych spotka podobny los czują się strasznie pokrzywdzeni. Niestety wszystko to można skwitować słowami: „trochę śmieszno, trochę straszno”; dobrego końca jednak nie widać.
 
 
 

Komentarze

*

Dodaj komentarz

  • Autor *
  • E-mail *
  • Komentarz *
  • Przepisz kod (wielkość liter ma znaczenie)