Nieoficjalnie mówi się, że wynik konkursu wywołał wściekłość w siedzibach dwóch pozostałych pretendentów do przejęcia BZ WBK: polskiego PKO BP i francuskiej grupy BNP Paribas. Jedni i drudzy w nieoficjalnych rozmowach narzekają, że cały przetarg był farsą, a zwycięzca został wybrany już dawno temu, przy „zielonym stoliku”. Pojawiają się nawet zarzuty, że Hiszpanie mogli wcześniej znać wartość ofert składanych przez Polaków i Francuzów!
Sprawa może mieć ciąg dalszy. Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP, poważnie rozważa złożenie oficjalnego protestu bądź przynajmniej zażądanie wyjaśnień od Irlandczyków z AIB, którzy do tej pory kontrolują BZ WBK. Wśród zarzutów miałoby być m.in. preferowanie Santandera w dostępie do informacji o finansach BZ WBK. Tylko Hiszpanie dostali możliwość dwukrotnego badania portfela kredytów BZ WBK (pozostałym oferentom ponoć tłumaczono, że za pierwszym razem wysłannicy Santandera się „nie przyłożyli”, dlatego dostają drugą szansę). Z prezesem Santandera, na prośbę szefów AIB, spotykał się też zarząd BZ WBK. Na ponad tydzień przed ogłoszeniem wyników przetargu! Podejrzenia może też budzić fakt, że Santander wynajął do doradzania przy transakcji firmę KPMG, tę samą, która jest audytorem BZ WBK. I wie o banku więcej, niż ktokolwiek inny...
Wprawdzie pewne aspekty związane z transakcją wymagają wyjaśnienia, ale racjonalnie należałoby przyjąć, że raczej nie, ponieważ wówczas AIB musiałoby się liczyć z potencjalnymi oskarżeniami oraz groźbą wypłaty odszkodowań dla innych podmiotów biorących udział w przetargu.
Przeciwko „ustawionemu” charakterowi transakcji mogą świadczyć również jej zaskakujące parametry. Po pierwsze Santander płaci za akcje BZ WBK aż 227 zł. To więcej niż oczekiwali analitycy i znacznie więcej niż twierdzili przeciwnicy występowania PKO BP w przetargu, którzy już z góry zakładali, że PKO BP słono przepłaci za BZ WBK. Po drugie wygląda na to, że Santander nie chce zastosować tricków z przejmowaniem 66% pakietu i nosi się z zamiarem ogłoszenia wezwania na 100% akcji BZ WBK, co jest informacją korzystną dla akcjonariuszy mniejszościowych polskiego banku.
Z drugiej strony jeśli PKO BP i BNP Paribas mają rację: przetarg był teatrzykiem, w którym wszyscy pretendenci poza Santanderem byli tylko pacynkami. Po co więc w ogóle irlandzka grupa AIB zorganizowała przetarg? Być może odpowiedź jest bardzo prosta: Irlandczycy widzieli wielkie parcie szefów PKO BP oraz polskiego rządu, by spróbować „odzyskać” BZ WBK z rąk zagranicznego kapitału. Do gry włączyli się politycy i szef rady gospodarczej przy premierze Jan Krzysztof Bielecki. Zachwyceni byli ekonomiści (z jednym wyjątkiem - Leszka Balcerowicza). A nadzór finansowy ogłosił, że będzie wyjątkowo skrupulatnie sprawdzał zagranicznych chętnych do przejęcia BZ WBK.
W tych okolicznościach Irlandczycy z AIB nie mogli sobie pozwolić na to, by sprzedać bank Santanderowi bez dania przynajmniej teoretycznej szansy innym chętnym (głównie Polakom). Zrozumiała jest więc wściekłość szefów PKO BP, którzy czują, że stali się pionkami w grach wielkich tego świata. Tyle, że polska strona też torowała sobie drogę obiecując nierówne zasady gry. Bo jak inaczej rozumieć sugerowanie Irlandczykom w mniej lub bardziej zawoalowany sposób, że PKO BP jako jedyny oferent dostanie od razu zielone światło w Komisji Nadzoru Finansowego, która musi zgodzić się na sprzedaż banku?
Mówiąc szczerze. Nawet jeśli Hiszpanie wygrali po niesprawiedliwej i nieuczciwej walce, to trudno będzie udowodnić grupie AIB nieprawidłowości. Nawet podejrzenie o sprzedaż wiązaną będzie trudno przekuć na konkretne zarzuty pod adresem Irlandczyków. Jeśli Santander wkrótce kupi udziały należącego do AIB amerykańskiego banku, zawsze będzie można to uznać za zbieg okoliczności. Tu namieszać może tylko Komisja Nadzoru Finansowego, która w tej sprawie wszczyna postępowanie wyjaśniające. Gdyby KNF dowiodła, że Santander lub AIB złamały prawo, handlując informacjami o BZ WBK, którymi handlować im nie było wolno, byłaby to podstawa do nie wydania zgody na transakcję. Ale to wykazać będzie wyjątkowo trudno.
A PKO BP? Znów nie odniósł sukcesu. Pamiętacie kto sprzątnął mu sprzed nosa dwa lata temu polskie oddziały AIG? Tak, tak, Santander. Choć wtedy i władze PKO się nie popisały, bo rada nadzorcza nie chciała w ogóle zgodzić się na gotową już ofertę.
Zaskakujące warunki transakcji potwierdzają tezę, że za dobre aktywa finansowe trzeba płacić godziwą cenę. Jest to również widoczne w wycenie ostatnio prywatyzowanej spółki z tego sektora – PZU. Przed prywatyzacją chyba niewielu osobom starczało wyobraźni, aby prognozować, że ledwie kilka miesięcy po giełdowym debiucie akcje PZU będą kosztować aż 400 zł...













Komentarze